Na łamach „Rheinische Post” Erika Steinbach uzasadniła swoje żądanie pod adresem polskiego premiera stwierdzeniem, że „w końcu to niemieccy wypędzeni budują coraz szerszy most porozumienia w kierunku Polski”. Steinbach oceniła ponadto, że „rząd Donalda Tuska nie odrobił jeszcze lekcji” w kwestii nauczania języka niemieckiego w Polsce. „Język to ojczyzna” – podkreśla szefowa BdV, przypominając, że „mniejszość niemiecka w Polsce liczy 300 tys. ludzi”. Z aprobatą natomiast odniosła się do tego, że w 22 polskich gminach (zgodnie z ustawą z dn. 6 stycznia 2005 r.), w których odsetek ludności pochodzenia niemieckiego przekracza 20 proc., dozwolone jest używanie języka niemieckiego w kontaktach z urzędami gminnymi. – Nie wiemy, jak na nasz apel zareaguje Donald Tusk, ale ufamy, że Polska oficjalnie doceni wkład wypędzonych w porozumienie między naszymi narodami – argumentował w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie” rzecznik prasowy BdV Walter Stratmann. – Już najwyższy czas, aby polski rząd przestał nas ignorować – dodał rzecznik BdV, podkreślając, że wielu wypędzonych wspomagało finansowo polskich powodzian zamieszkałych na zachodzie Polski. Wystąpienie Eriki Steinbach pochwalił Rudi Pawelka, przewodniczący Ziomkostwa Śląskiego. – Inne kraje, tj. Węgry czy Rumunia, już dawno uznały swoją winę względem wypędzonych i przeprosiły, do takiego gestu musi dojść również ze strony Polski, bez tego nie wyobrażam sobie pojednania – powiedział „Codziennej” Pawelka.
– Wypowiedź Eriki Steinbach jest skandaliczna i wkomponowuje się w różnego rodzaju dokumenty przyjmowane wcześniej w Bundestagu. To, z czym mamy do czynienia, to ciągłe oskarżanie, na co przyzwala zresztą rząd niemiecki, który z jednej strony odcina się od BdV, a z drugiej wraz z Eriką Steinbach promuje takie inicjatywy, jak np. Centrum przeciwko Wypędzeniom w Berlinie, a kropla, jak wiadomo, drąży skałę. To skandaliczne i zasmucające, a dla tych, którzy do tej pory bagatelizowali tego typu komentarze, ten ostatni powinien być wyraźnym sygnałem. Myślę, że brak reakcji ze strony Polski może być odebrany jako przyzwolenie na tak skandaliczne wypowiedzi – powiedziała w rozmowie z „Codzienną” Dorota Arciszewska-Mielewczyk, posłanka PiS. – Poza tym na liczącą 300 tys. mniejszość niemiecką polski rząd przeznacza środki finansowe przekraczające dziesięciokrotnie te, na które może liczyć 2 mln Polaków mieszkających w Niemczech, nie mówiąc już o tym, że nie ma woli, by nadać naszym rodakom w Niemczech status mniejszości narodowej – dodaje Dorota Arciszewska-Mielewczyk.
