Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Tu poleje się krew

Noże dawno naostrzone. Pójdą w ruch, gdy tylko minie pierwszy szok po klęsce.

Autor:

Noże dawno naostrzone. Pójdą w ruch, gdy tylko minie pierwszy szok po klęsce. Na razie do tłumaczenia ponownego wyboru na prezydenta Baracka Obamy zabrali się konserwatywni komentatorzy.

Partia Republikańska musi dojść do siebie po klęsce Mitta Romneya. Tak, klęsce. To trzeba jasno powiedzieć. Inaczej nie można nazwać faktu tak łatwej reelekcji prezydenta Baracka Obamy. Republikanin Mitt Romney dostał takie baty (Obama dostał co najmniej 303 głosy elektorskie, a po podliczeniu Florydy nawet 332, choć potrzebował ledwie 270 z 538) i tak szybko (klęska stała się faktem po godz. 11 w nocy czasu wschodniego), że niektórzy z Republikanów musieli chyba zażywać tego wieczoru soli uspokajających. Coś, co sztabowcy Romneya zapowiadali jeszcze na kilka dni przed wyborami jako prawie pewne zwycięstwo, skończyło się wstydliwą porażką.

Czcza gadanina Romneya

– Wszyscy mówili, jak bardzo to Republikanie są rozgrzani, a Demokraci zniechęceni. Na koniec wszystko okazało się czczą gadaniną – te słowa anonimowego uczestnika wieczoru wyborczego w Bostonie mówią wszystko. Zamiast tłumów rozentuzjazmowanych zwolenników Romneya, do kolejek przed lokalami wyborczymi stanęli i zagłosowali… zwolennicy prezydenta, który pokonał przeciwnika znaczną przewagą głosów (50,4 do 48 proc.). Romney nie otrzymał nawet tylu głosów, co cztery lata temu John McCain. A do wyborów poszło 14 mln wyborców mniej niż w 2008 r.

Nic dziwnego, że zaczęło się szukanie winnych, komentowanie i sprawdzanie, czy zawartość konserwatyzmu w Mitcie Romneyu nie była zbyt mała. „Teraz już wiemy, co się dzieje, jeśli w wyborach spotykają się kandydat tak słaby, że każdy może go pobić. Z kandydatem tak słabym, że nie może pobić nikogo. Amerykanie głosują za status quo. I po wydaniu sześciu miliardów dolarów na wszystkie kampanie, zagłosowali na status quo. Republikanie zachowali władzę nad Izbą Reprezentantów. Demokraci nad Senatem. Barack Obama pozostanie w Białym Domu” – tak wybory skomentował Eric Erickson z poczytnego, konserwatywnego portalu Redstate.com. Jego zdaniem Romney „nie reprezentował niczego, reprezentując jednocześnie wszystko”, zamiast przedstawić jasną, konserwatywną alternatywę dla prezydenta. Obama miał przynajmniej jeden stały kampanijny przekaz – „nienawidzę Romneya”. – Barack Obama wygrał, bo jego kampania miała wspaniałą organizację do kopania ludzi w zadki, aby poszli na niego głosować. Sztab Romneya prowadził za to swoją grę odbitych luster tak przekonująco, że przekonał (o nadchodzącym zwycięstwie) i zrobił głupców z całej masy wspaniałych Republikanów – napisał Erickson.

Zwycięstwo św. Mikołaja

Sławetny „król talk-radio” Rush Limbaugh stwierdził, że we wtorek nie przegrał konserwatyzm. – Po prostu w narodzie dzieci wygrał Święty Mikołaj. Nie da się wygrać ze Świętym Mikołajem, ludzie nie zagłosują przeciw niemu – powtarzał radiowy didżej konserwatyzmu. Jeszcze przed wyborami podkreślał, że jeśli Romney nie pobije takiego prezydenta jak Obama, być może konserwatyści powinni szukać sobie miejsca poza Partią Republikańską i założyć trzecie stronnictwo. Ale po klęsce Romneya Rush nie jest dla niego już taki ostry. Po prostu uważa, że przekroczono krytyczną granicę uzależnienia od rządowych pieniędzy. – Poszedłem spać z myślą, że straciliśmy ten kraj. Wyborcy Obamy wierzą, że będą mieli szansę tylko wtedy, jeśli ktoś zabierze coś innym i następnie im to da. Ich jest już więcej niż nas – mówił w powyborczą środę do swoich słuchaczy Limbaugh.

Konserwatysta z Fox News Sean Hannity wyraził wątpliwość, czy Amerykanie nie przestali już być centroprawicowym narodem jako całość. – Prawda jest taka, że Ameryka się zmienia. Wizja socjalizmu i redystrybucji dóbr jest pociągająca dla połowy elektoratu – mówił Hannity. A Obama – niczym wielki tatuś narodu, który daje swoim wyborcom dzieciom wszystko, czego chcą. – Rodzice, którzy pozwalają swoim dzieciom na wszystko, to się nawet może podobać. Rzeczywiście, to może wyglądać niefajnie, kiedy rodzic powtarza dziecku „musisz zjeść te brokuły dla twojego zdrowia” – przekonywał Hannity.

Nie będzie litości…

Radiowiec Mark Levin bronił za to tezy, że konserwatyści nie zaakceptują „inżynierii społecznej polityków i biurokratów”, a zwycięstwo Obamy to wiktoria „tyranii nad wolnością”. Jego zdaniem Republikanie postawili na umiarkowanego, centrowego Romneya, który w konfrontacji z Obamą musiał przegrać. – Nazywają nas purystami. Nas, konserwatystów. Ci sami ludzie, którzy cały czas nominują umiarkowanych, nazywają nas purystami, tak jak lewica. Nazywają puryzmem takie rzeczy jak wolność, własność prywatna, niezależność jednostki, kapitalizm czy konstytucję. Teraz słyszę ten bełkot od konserwatystów, raczej pseudokonserwatystów, czyli Republikanów – mówił w niezwykle emocjonalnym wystąpieniu Levin. Retoryczny strzał pod adresem społeczeństwa oddał też Michael Savage, którego radiowej audycji „The Savage Nation” słucha dziesięć milionów ludzi dziennie. Jak stwierdził Savage, Ameryka zamieniła się w „rodzaj więzienia”, do którego zapędzają ludzi politycy lewicy. – George Orwell mówił w latach trzydziestych: Im bardziej słyszy ludzi krzyczących „wolność, wolność, wolność”, tym głośniej dzwonią im kajdany u nóg. To wszystko sumuje. Ludzie myślą, że kiedy żyją dziko, uprawiają seks z kim popadnie czy zażywają narkotyki, to są jakoś specjalnie wolni. A to wręcz przeciwnie, oni żyją w totalnym ujednoliceniu, uniformizacji – mówił Savage.

Uff, całkiem niezła kanonada. Ale to dopiero początek, zaraz – po otrzeźwieniu z powyborczej traumy – za noże chwycą politycy Partii Republikańskiej. Zamiast atramentu, poleje się wtedy krew… No, na szczęście nieprawdziwa, ale nikt nie będzie oszczędzony po klęsce Romneya. Do najbliższych wyborów, do Kongresu, już bowiem tylko dwa lata.


Autor:

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Świat