Tylko Stany Zjednoczone mają dziś zdolność dokonania samodzielnie zmiany światowej sceny politycznej i wojskowej. Potężna gospodarka może pozytywnie lub negatywnie oddziaływać na resztę świata. To wciąż z amerykańskich laboratoriów i uczelni wychodzi najwięcej wynalazków i noblistów, a przemysł hollywoodzki bawi cały świat. Każda kandydatura na gospodarza Białego Domu jest uważnie analizowana przez światowych analityków i polityków.
W wielu poprzednich przypadkach urzędujący prezydent miał przewagę nad swoim rywalem. Zwykle był bardziej znany medialnie, doświadczony w administrowaniu krajem i obyty w świecie. Tym razem jest inaczej. Wyścig do Białego Domu jest wyrównany, a czasami sondaże pokazywały przewagę republikańskiego kandydata, czyli Mitta Romneya. Prezydent Obama został znokautowany w pierwszej debacie. Nikłe zwycięstwa w dwóch następnych starciach wydaje się, że nie zniwelowały negatywnego wrażenia pierwszej porażki. W Białym Domu może więc dojść do zmiany gospodarza.
Jak Obama widzi świat
Kilkumiesięczna kampania wyborcza zwykle koncentruje się na wewnętrznych sprawach Amerykanów. Najistotniejsze dla wyborców są podatki, rynek pracy, ceny domów. W poprzedniej kampanii odbyła się żywa debata na temat ubezpieczeń zdrowotnych. To też są sprawy, którymi zainteresowany jest świat. Tempo rozwoju gospodarki amerykańskiej jest istotne dla gospodarki światowej. Ewentualne zmiany amerykańskiej polityki gospodarczej w ciągu kilku lat odbijają się na reszcie świata. Międzynarodowi obserwatorzy ekscytują się jednak bardziej wszelkimi ocenami i ewentualnymi zmianami amerykańskiej polityki w odniesieniu do trwających konfliktów i kryzysów polityczno-wojskowych.
Końcówka kadencji prezydenta Obamy jest oceniana w sposób umiarkowany i pragmatycznie. Jej początek zapowiadał radykalne zmiany w amerykańskiej polityce zagranicznej. Obama odszedł od postrzegania świata w kontekście rywalizacji Wschód–Zachód. Rosji w ramach polityki resetu zaproponował daleko idącą współpracę i odprężenie militarne. Konsekwencją tej postawy było powstrzymanie procesu rozszerzania NATO, spowolnienie budowy tarczy antyrakietowej oraz wzajemna redukcja broni jądrowej. W tej koncepcji politycznej Europa Środkowa nie była dostrzegana przez amerykańską dyplomację. Na finiszu kadencji można było jednak zauważyć powrót do bardziej tradycyjnego kanonu polityki amerykańskiej. Rządzący obóz polityczny Demokratów sam doszedł do przekonania, iż rezultaty resetu rosyjskiego są niewielkie. Uaktualniono więc plany obronne NATO i zaczęto bardziej realistycznie oceniać politykę putinowskiej Rosji.
Obama zapowiadał również pojednawcze zmiany w polityce bliskowschodniej oraz dialog z Iranem. Ale i na tym odcinku widać powrót do tradycyjnie twardej, ale nadal nieskutecznej polityki wobec Iranu, zamrożenie inicjatyw wobec konfliktu palestyńsko-izraelskiego i bierne śledzenie tzw. arabskiej wiosny. Trudno też dostrzec zwiększoną aktywność amerykańskiej dyplomacji wobec Afryki. Właśnie tam najbardziej liczono na zaangażowanie USA pod kierunkiem Afroamerykanina. Większą ekscytację obserwatorów wywołuje zapowiadany zwrot (pivot) wobec Dalekiego Wschodu i Pacyfiku.
Płacimy za reset
Republikański kontrkandydat przeprowadził radykalną krytykę polityki zagranicznej Obamy. Zarzucił mu m.in. uległość wobec Rosji, którą określił mianem największego wroga geopolitycznego Ameryki. Krytykował porzucenie najwierniejszych sojuszników. W tym kontekście wymienił Polskę. Ganił Obamę za brak zdecydowania wobec Iranu. Jednak aż do trzeciej debaty telewizyjnej Romney wypowiadał się o polityce zagranicznej dość lakonicznie. Z przedwyborczych wizyt do Wielkiej Brytanii, Izraela i Polski media powyciągały rzekome gafy i niezręczności.
Czego zatem można oczekiwać w polityce zagranicznej od przyszłego prezydenta? Zwycięski Obama tarczy antyrakietowej w Polsce nie zbuduje. Zakończy drugą kadencję w styczniu 2017 r. Kto będzie i czy będzie realizował jego obietnicę w 2018 r., dziś nie da się przewidzieć. Wiosną bieżącego roku cały świat usłyszał szept Obamy do Miedwiediewa na szczycie Pacyfiku w Seulu: „Bądźcie cierpliwi, po wyborach będę bardziej elastyczny”. Można się tylko domyślać, czym jeszcze Europa Środkowo-Wschodnia zapłaci za amerykańską spolegliwość wobec Rosji. Czy pod pretekstem niejasnych przepisów kolejne firmy amerykańskie wycofają się z poszukiwań i wydobycia gazu łupkowego? Czy potrzeba resetu i azjatyckiego pivotu będzie redukowała amerykańskie zaangażowanie i obecność wojskową w Europie?
Zwycięstwo Romneya daje niewielką nadzieję, że pod jego kierunkiem Stany Zjednoczone zauważą narastającą asertywność Rosji. Dostrzegą zamiary niekorzystnej przebudowy europejskiej architektury bezpieczeństwa. Takie zmiany mogą niekorzystnie odbić się na relacjach transatlantyckich, które są nadal fundamentem relatywnego spokoju na świecie. Czy jednak krótka wizyta Romneya w Polsce zapadła mu na tyle w pamięci, iż problematyka ta przetrwa przedwyborczą retorykę?
Co czeka nowego prezydenta
Przed nowym prezydentem USA stoi kilka problemów do pilnego rozstrzygnięcia. Po pierwsze, pakiet problemów gospodarczych. Świat oczekuje silnego zaangażowania się Stanów Zjednoczonych w proces uzdrawiania gospodarki i międzynarodowych finansów oraz liczy na amerykańskie przywództwo w rozwiązywaniu polityczno-wojskowych konfliktów. Kryzys libijski pokazał, że bez amerykańskiego wsparcia państwa europejskie na niewiele stać. Możliwe zakończenie NATO-wskiej misji w Afganistanie i wycofanie się Amerykanów w 2014 r. już niepokoi Rosjan, obawiających się rozszerzenia działalności fundamentalistów islamskich na Azję Środkową. Angażowanie się USA na arenie międzynarodowej wymaga poważnego uzdrowienia gospodarki amerykańskiej. Rodzi to konieczność przeprowadzenia reform wewnętrznych, zwłaszcza tych dotyczących kosztownych programów socjalnych i zdrowotnych. Reformy gospodarcze muszą też dotknąć rynków międzynarodowych. W tej kwestii Obama wydaje się poszukiwać sukcesów w azjatyckim pivocie i partnerstwie transpacyfiku. Romney zaś wydaje się bardziej skłonny do wspierania transatlantyckiego obszaru wolnego handlu. Przyszły prezydent będzie też musiał bardziej zainteresować się kwestią liberalizacji światowego handlu, zwalczać nieuczciwe praktyki dotyczące wymiany międzynarodowej, zatrudnienia czy spekulacji walutowych. To gra między największymi gospodarkami oraz takimi instytucjami jak Światowa Organizacja Handlu czy Bank Światowy.
Szybkie decyzje powinny też objąć kwestię Iranu i jego nuklearne ambicje, gdyż jest on regionalną potęgą kwestionującą porządek międzynarodowy. Zdobycie broni nuklearnej prowadziłoby do regionalnego wyścigu zbrojeń o nieprzewidywalnych konsekwencjach. Obaj pretendenci do Białego Domu utrzymują stanowczą retorykę wobec irańskich planów. Zapowiadają, że wszystkie możliwości, łącznie z rozwiązaniem militarnym, są rozpatrywane. Nowy prezydent będzie musiał wreszcie zdecydować się na jakąś opcję, zdobyć dla niej międzynarodowe poparcie i być świadomy wszelkich konsekwencji.
Poważnych decyzji będzie wymagała dalsza misja sił amerykańskich w Afganistanie. Nadal obowiązuje międzynarodowe porozumienie o zakończeniu operacji w 2014 r. Jest oczywiste, że do tego czasu sytuacja w Afganistanie nie ulegnie poprawie, a wielce prawdopodobne, że pogorszy się. Nie można zatem wykluczyć, że nowy prezydent będzie musiał dokonać rewaluacji dotychczasowych decyzji, zaplanować i uzgodnić z sojusznikami jakąś formę międzynarodowego wsparcia dla władz w Kabulu.
Amerykański prezydent nie będzie się mógł uchylać od włączenia się w proces międzynarodowego wspierania i naprawiania arabskiej wiosny. Rewolucje te, zamiast demokratyzacji, skręcają w kierunku fundamentalistycznym.
Czy ta lista problemów międzynarodowych, stojących przed przyszłym prezydentem USA, pozwala zakładać, że relacje polsko-amerykańskie nabiorą nowego znaczenia? Zwycięstwo Obamy nie daje szansy na poprawę naszych stosunków. Wygrana Romneya stwarza takie możliwości. Ale to bardziej od aktywności polskiej dyplomacji zależy, czy z takiej szansy skorzystamy.
Witold Waszczykowski jest wiceprzewodniczącym sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych