Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Wybory w USA - analiza naszego eksperta

„Jeśli ktoś chce zorientować się, w jakiej kondycji są Stany Zjednoczone, to niech w czasie wyborów wyłączy telewizor i przestanie czytać prasę” – powiedział kiedyś prezydent Ronald Reagan swo

Autor:

„Jeśli ktoś chce zorientować się, w jakiej kondycji są Stany Zjednoczone, to niech w czasie wyborów wyłączy telewizor i przestanie czytać prasę” – powiedział kiedyś prezydent Ronald Reagan swojemu asystentowi do spraw politycznych. Rada byłego prezydenta nie przestała być aktualna.

Gorączka wyborcza rozpoczyna etap kampanii nazywany przez część specjalistów „fanatycznym” – walka o głosy sprowadza się do wywarcia dobrego wrażenia na wyborcach, zagłuszeniu rywala i sztuce, którą były polski prezydent Lech Wałęsa określał „byciem za, a nawet przeciw”. Widoczna jest wówczas polaryzacja, jak zauważają w swoim bestsellerze „Common Ground” dwaj dziennikarze: sympatyzujący z liberałami Bob Beckel i konserwatysta Cal Thomas. Według tej teorii, zwolennicy jednego kandydata widzą w wyborcach śmiertelnych wrogów. Miliony słów i tysiące obrazów kształtują wówczas wizerunek kandydatów Republikanów i Demokratów, często sprzeczny z rzeczywistością. Kandydaci, chcąc zwiększyć swoje szanse, zaczynają prowadzić jednocześnie dwa rodzaje kampanii: w poszczególnych stanach i ogólnokrajową. Zgodnie z zasadami kampanii stanowej, w której sztab wyborczy wybiera zazwyczaj hasło dla swojego kandydata, Barack Obama chwali w Ohio wykup (bail-out) części amerykańskiego przemysłu samochodowego (General Motors), a na Florydzie robi wszystko, by ten problem przemilczeć. Gdy zostanie zaś przyciśnięty do muru pytaniem wyborców, czy położy kres tej „bezsensownej rozrzutności”, przyznaje rację. Podobnie jego kontrkandydat Mitt Romney na spotkaniach ze związkami zawodowymi twierdzi, że wprowadzi program ochrony zdrowia analogiczny do tego, który podpisał jako gubernator stanu Massachusetts (czyli niemal taki sam jak proponowany przez Obamę). A konserwatystom obiecuje zniesienie obowiązkowego ubezpieczenia. Posługując się pierwszym argumentem, Romney walczył o głosy w Pensylwanii, a drugim – w Newadzie. Ponadto jeden kandydat zarzuca drugiemu niekonsekwencję, zdawkowość, a nawet manipulacje w programie wyborczym.

Ten drugi to hipokryta, manipulant, pozorant

Tak było w czasie ostatniej debaty prezydenckiej poświęconej polityce zagranicznej. Prezydent Barack Obama przypomniał swojemu rywalowi, iż najpierw twierdził on, że „nie jest zainteresowany powtórzeniem scenariusza z Iraku”, ale kilka tygodni temu oświadczył, że „należało utrzymać tam większą liczbę wojska”. Twierdził też, że plan wycofywania się z Afganistanu był zbędny, by wkrótce przyznać, że był przydatny. Obama przeinaczył też wcześniejszą wypowiedź Romneya, w której Republikanin nazwał Moskwę „wrogiem numer jeden”. „Nie Al-Kaidę, nie Iran, lecz Rosję!” – szydził Obama. Romney wyraźnie poczuł się tym zarzutem dotknięty, ale starał się odpowiedzieć spokojnie: „Kiedy mówiłem, że Rosja jest wrogiem geopolitycznym, to w tym samym akapicie stwierdziłem, że Iran stanowi największe zagrożenie bezpieczeństwa narodowego”. Republikanin starał się złagodzić swoją krytykę Kremla. Uzasadnił swoją opinię przepychankami USA z Rosją na międzynarodowym forum: „Rosja nieustannie zwalcza nas w ONZ”.

– Trudno nie odnieść wrażenia, że Romney uwydatniał przede wszystkim wojnę o zaostrzenie sankcji przeciw Iranowi na forum ONZ – tłumaczy politolog, profesor Paul Kengor. Romney nie skorzystał z okazji, by wskazać na szerszy kontekst polityczny. Niedopatrzenie? – Przygotowując się do debat, sztab cyzeluje każde sformułowanie – zdradza Tom Goeglein, były redaktor przemówień prezydenta George’a W. Busha. Przypuszczalnie innym powodem może być fakt, że część doradców Mitta Romneya zasiada w zarządach firm, które zaakceptują jedynie bezpieczną, ograniczoną krytykę Rosji. Dla kremlowskich przywódców prawa, jakimi rządzi się kampania, nie są nowe. Dał temu wyraz były prezydent Dmitrij Miedwiediew, kiwając ze zrozumieniem głową, słuchając prośby Baracka Obamy o „elastyczność” do czasu wyborów. Romney, broniąc się przed zarzutami „niekonsekwencji”, przypomniał ten epizod prezydentowi.

Strzeżcie się mojego kontrkandydata

Sztaby sięgają znowu po dwuznaczne chwyty, by zdyskredytować i zagłuszyć przeciwnika. Nie zostawiają jednak po sobie śladów, gdyż brudną robotę wykonują bardziej lub mniej widoczne tzw. super PAC, czyli dysponujące budżetem milionów dolarów organizacje zatrudniające najlepszych specjalistów, oficjalnie niezwiązane z żadnym z kandydatów. W e-mailach, broszurach, a nawet szerokoekranowych filmach wyborcy oglądają karykatury kandydatów. W jednej z nich Barack Obama jest przedstawiany jako postkolonialny prezydent, którego celem jest zniszczenie gospodarki Stanów Zjednoczonych. W innej Mitt Romney demonizowany jest jako kapitalista z zamiarem zniszczenia świata „na modłę masonów”. – Celem obu w ten sposób sformułowanych informacji jest rozbudzenie emocji, które zaprowadzą ludzi do urn, przy których dokonają pożądanego przez kandydatów wyboru – tłumaczy Goeglein. Od kilku miesięcy w amerykańskich kinach wyświetlany jest kasowy film „2016: Obama’s America” konserwatywnego publicysty Dinesha D’Souzy, który stał się hitem i ustępuje popularności tylko słynnemu paradokumentowi Michaela Moore’a „Fahrenheit 911”. D’Souza twierdzi, że Obama kieruje się w swojej polityce postkolonializmem. Niemniej, jak wskazuje Cliff Kincaid, prezydent Accuracy in Media: „D’Souza ignoruje fakt, że antykolonializm był taktyką międzynarodowego ruchu komunistycznego, który próbował ukryć to, iż Związek Sowiecki był państwem neokolonialnym”. I pomija również, że Obama, do chwili gdy został senatorem, stanowił część neomarksistowskiego środowiska w Chicago. Film D’Souzy nie jest debatą intelektualną, lecz raczej sensacyjną relacją, w której widz nie pozna stanowiska drugiej strony.

Podobnie, a być może w jeszcze większym stopniu emocjonalny jest film „Behind the Veil”. Jego autorzy twierdzą, że ukazuje „nieznane dotychczas tajne rytuały Kościoła mormonów”. Miały one zostać zarejestrowane ukrytą kamerą w tym roku w świątyni w Utah. W filmie pojawiają się bezpośrednie odniesienia do Mitta Romneya, jak choćby stwierdzenie, że za czasów dziadków i rodziców kandydata Republikanów jeden z rytuałów zawierał rzekomo tajną „Przysięgę odwetu” na Stanach Zjednoczonych, m.in. za zamordowanie założyciela Kościoła („proroka”) Josepha Smitha. Film niemal zrównuje mormonów z masonami (pojawiają się np. uwagi, że „na zasłonie, za którą kandydat zostaje przyjęty do Kościoła, znajdują się symbole masońskie”). Fragment „demaskatorskiego” filmu trafił na portal YouTube na godzinę przed rozpoczęciem II debaty prezydenckiej w Hofstra University w Nowym Jorku. – Jego propagandowy cel jest jasny: wzbudzenie niechęci i podejrzliwości do Romneya – ocenił Beckel.

Kampania nie kończy się na Republikanach i Demokratach

W szumie informacyjnym pełnym takich pseudoproblemów nikt jakby nie zauważa, że debatę publiczną zdominowały dwie partie, a przecież do wyborów prezydenckich stanie dziesięciu kandydatów. Obecny amerykański system polityczny wyklucza ich z dyskusji. Czytelników „Gazety Polskiej” może zainteresować, że jest wśród nich Tom Hoefling – działacz społeczny, współpracownik jednego z ambasadorów, których nominował prezydent Reagan, przewodniczący Partii Ameryki. Ojciec dziewięciorga dzieci jest bezkompromisowym obrońcą życia. Jak wyglądałby jego pierwszy dzień prezydentury? – Po złożeniu przysięgi „Tak mi dopomóż Bóg” napisałbym Dekret Prezydencki jasno stwierdzający, że nienarodzone dziecko jest osobą ludzką i ma być bronione przez państwo jak każdy inny obywatel – wyjaśnia. – A potem wydałbym rozkaz wykonawczy, żeby zrobione zostało wszystko, aby nienarodzeni byli chronieni. Natychmiast zamknąłbym kliniki aborcyjne – dodaje. Hoefling udowodnił, że jest bezkompromisowy, nie tylko rezygnując z dotacji („Nie chcę, by pieniądze miały wpływ na nasz program”), ale i rejestrując się we wszystkich stanach po zmobilizowaniu oddolnych grup obywatelskich. Jest przekonany, że „oddanie chwały Bogu” w życiu publicznym, tak jak udowodnił to jego wzór, prezydent Reagan, może spowodować trudne do wyobrażenia pokojowe zmiany na światowej scenie politycznej.

Mimo blokady medialnej i etapu fanatycznej kampanii część Amerykanów przysłuchuje się kandydatom, którzy nie identyfikują się z wyborem pomiędzy republikaninem a demokratą. Głos tych polityków zabrzmiał głośniej w czasie drugiej debaty prezydenckiej w Chicago, której moderatorem był znany dziennikarz Larry King.



Tomasz Pompowski – tłumacz i publicysta. Ostatnio opublikował „Armia Boga kontra imperium zła. Duchowa historia upadku komunizmu”. Redaktor naczelny „Ofensywy Wolności”

Autor:

Źródło: Gazeta Polska

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Świat