Do wyborów zostało już zaledwie 13 dni. W poniedziałek Amerykanie mieli okazję po raz trzeci i ostatni w tej kampanii wyborczej porównać obu kandydatów w jednym studiu telewizyjnym. Przez 90 minut moderator spotkania Bob Schieffer z CBS zadawał kandydatom pytania dotyczące ich wizji polityki zagranicznej USA. Debatowano o receptach na rozwiązanie konfliktu w Syrii, wycofywaniu wojsk amerykańskich z Iraku, strategii wobec Iranu i kondycji armii USA.
Mitt Romney był dobrze przygotowany i nie dał się wytrącić z równowagi defensywnie nastawionemu Barackowi Obamie. Romney zaznaczał, że preferuje pokojowe rozwiązywanie konfliktów, w pewnym momencie nawet przyznał Obamie rację w związku z wycofywaniem amerykańskich żołnierzy z rejonów ogarniętych konfliktami zbrojnymi. Zaskoczony Obama zarzucił kandydatowi Republikanów niespodziewaną zmianę strategii. – Problem z panem, gubernatorze, jest taki, że w wielu kwestiach wyrażał pan przedtem wszelkie inne możliwe opinie – stwierdził Obama. Romney jednak nie pozostał dłużny. – Rosja jest naszym geopolitycznym wrogiem, a Iran stanowi zagrożenie dla naszego bezpieczeństwa narodowego. Rosja nieustannie zwalcza nas na forum ONZ. Nie będę patrzył ani na Rosję, ani na pana Putina przez różowe okulary. I z całą pewnością nie powiem mu, że po wyborach zdobędę się na większą elastyczność. Wręcz przeciwnie – pokażę więcej kręgosłupa – powiedział Romney, nawiązując do kompromitującego Obamę zapewnienia, jakie dał w marcu 2012 r. na konferencji w Seulu byłemu prezydentowi Rosji Dmitrijowi Miedwiediewowi. Romney wytknął Obamie również to, że porzucił forsowany przez Busha projekt tarczy antyrakietowej w Polsce.
Kandydat Republikanów zręcznie z tematów polityki zagranicznej, które zdaniem ekspertów niespecjalnie zajmują przeciętnego amerykańskiego wyborcę, przeskakiwał na sprawy żywo dotyczące wszystkich. Mówił o gorszej kondycji amerykańskiej armii po tym, jak Obama dopuścił do obcięcia budżetu na obronność USA, powtarzał znane widzom z pierwszej i drugiej debaty statystyki ilustrujące wzrost bezrobocia i regres gospodarczy odnotowane w ciągu czterech lat rządów Baracka Obamy. Zdaniem Aleksa Castellanosa, który doradzał Partii Republikańskiej „Obama wygrał na punkty”, ale „Romney pokazał klasę przywódcy, a swoją umiarkowaną postawą dał do zrozumienia, że jeżeli przeprowadzi się do Białego Domu, Amerykanie nie powinni się obawiać drastycznych ruchów”.
Według pierwszych sondaży stacji CBS Amerykanie lepiej w debacie ocenili Obamę, ale słupki poparcia dla Romneya wciąż mają się dobrze. Jak podaje Instytut Gallupa, w grupie wyborców zarejestrowanych Romney może liczyć na 48-procentowe poparcie (Obama – 47 proc.), w grupie wyborców prawdopodobnych – 51 proc. (Obama – 45 proc.)
