Jeszcze w maju Bank Światowy prognozował, że wzrost gospodarczy w Chinach wyniesie w tym roku 8,2 proc., a w całej Azji – 7,6 proc. W poniedziałek obniżył swoje prognozy odpowiednio do 7,7 proc. i do 7,2 proc. Ekspertów BŚ szczególnie niepokoi sytuacja w Chinach, które – ich zdaniem – czeka wyraźniejsze niż obecnie spowolnienie gospodarcze.
To efekt światowego kryzysu, głównie problemów strefy euro, która była dla Chińczyków atrakcyjnym rynkiem zbytu. Z danych Państwowego Biura Statystycznego wynika, że w pierwszych siedmiu miesiącach 2012 r. zysk chińskich przedsiębiorstw z sektora przemysłowego jest mniejszy o blisko 3 proc. od zysku odnotowanego w tym samym okresie roku poprzedniego. W wypadku firm państwowych spadek zysku w porównaniu z 2011 r. przekroczył 13 proc.
Ponieważ eksport maleje, Pekin próbuje pobudzić popyt wewnętrzny. Ze słabym skutkiem, bo większość Chińczyków to biedni ludzie, którzy za tę samą pracę dostają co najmniej kilkanaście razy mniej niż robotnik europejski czy amerykański. Słabość chińskiego rynku potwierdzają analizy Economist Intelligence Unite, z których wynika, że 1,5 mld chińskich konsumentów generuje tylko 7 proc. ogólnych przychodów Coca-Coli, a w wypadku innych koncernów odsetek ten jest jeszcze mniejszy.
W Chinach nie brakuje też problemów społecznych. Prowadzona w szalonym tempie i na gigantyczną skalę modernizacja napotyka gwałtowne protesty. Nic dziwnego, że zachodnie firmy, które w ostatnich kilkunastu latach chętnie przenosiły do Chin swoją produkcję, dziś ją ograniczają, a niekiedy przenoszą do sąsiedniego Wietnamu czy innych krajów z rejonu Indochin. Z raportu „Business Research 2012" wynika, że swoje fabryki na południu Chin zamierza zlikwidować połowa tajwańskich producentów. Malejące zaangażowanie zagranicznego kapitału spowodowało już załamanie w sektorze budowlanym i spadek cen nowych mieszkań nawet do 25 proc. Coraz ostrzejsza polityka kredytowa chińskich banków oraz wszechobecna korupcja powodują, że w kraju rośnie szara strefa, której wielkość szacuje się obecnie na 32 proc. PKB. W firmach, które nie płacą podatków, pracuje 180 mln ludzi.
Chiny, które jeszcze niedawno przypominały rozpędzoną lokomotywę, wyraźnie zwalniają. To zła wiadomość dla światowej gospodarki, zwłaszcza dla pogrążonej w kryzysie Europy. Kraje strefy euro, które w tym roku muszą przedłużyć spłatę liczącego blisko bilion euro długu i kolejny bilion wpompować w zagrożone bankructwem banki, liczą na finansowe wsparcie Pekinu. Chińczykom wprawdzie zależy, by strefa euro przetrwała, bo mają w swoim portfelu obligacje jej członków za 600 mld euro, jednak ich zdaniem, to co robią przywódcy Unii, to działania pozorne, a inwestycje w Europie są coraz bardziej ryzykowne.
