Dziś publikujemy fragment tekstu o Timorze Wschodnim.
Zachęcamy jednocześnie do odwiedzin strony internetowej czasopisma poznaj-swiat.pl.
Oczarowały mnie opowieści o malutkim kraju, w którym właściwie nie ma nic. Z istniejących kilkunastu kilometrów dróg asfaltowych najlepsza prowadzi do górującego nad stolicą pomnika Jana Pawła II.
Kiedy wyglądam przez okno samolotu, jestem prawie pewien, że będziemy wodować. Nie stworzono mnie do latania. Nastroju nie poprawiają zasłyszane opowieści o kontrolerach lotu, którzy – z braku radia i regularnego kontaktu z samolotami – podczas pracy oddają się grze w tetrisa. Na pewno się uda – powtarzam jak mantrę, starając się dokończyć prowizoryczny rachunek sumienia.
Zamykam oczy niemal w tej samej chwili, w której nasz airbus ledwie wyczuwalnie dotyka kołami pasa startowego, lądując w sposób, którego nie powstydziłby się sam kapitan Wrona. Welcome to Presidente Nicolau Lobato International Airport.
VIP mimowolny
Wylądowałem w Timorze Wschodnim. To jedno z najmłodszych i zarazem najbiedniejszych państw świata. Na mapie pojawiło się dopiero w 2002 roku, po prawie 30-letniej partyzanckiej walce z okupującym go potężnym indonezyjskim sąsiadem.
Lotnisko, choć niewielkie, wydaje się nowoczesne i bardzo zadbane. W niczym nie przypomina tego z opowieści o pospiesznym przeganianiu bydła z pasa startowego. Na płycie czeka komitet powitalny, gdyż mój pobyt przypadkiem zbiegł się w czasie z inauguracją urzędu nowego prezydenta i uroczystościami 10-lecia odzyskania niepodległości. Wielu współtowarzyszy mojego lotu z Singapuru okazuje się być Bardzo Ważnymi Osobistościami, które przybyły, aby uświetnić oba te wydarzenia swoją obecnością.
W powszechnym zamieszaniu ktoś ściska mi rękę, a ktoś inny wskazuje drogę do saloniku VIP. Korzystając z chwili nieuwagi, odłączam się od grupy dostojnych gości i szybkim krokiem zmierzam do punktu odprawy dla zwykłych śmiertelników. Czekając w kolejce, obserwuję licznych policjantów w mundurach ONZ. Dla zabicia czasu odczytuję nazwy państw, z których przybyli: Portugalia, Australia, Malezja...
Atmosfera wielkiego święta towarzyszy mi w drodze do hotelu. Wzdłuż zamkniętych dla ruchu ulic ciągnie się szpaler policji i wojska, zza którego przygląda się nieskończona rzesza gapiów. Najbardziej zaskakuje ilość dzieciaków – reprezentacjom szkół podstawowych i średnich nie ma końca, podobnie jak wybuchom entuzjazmu i oklasków. Uśmiecham się na myśl, że być może wzięto mnie za gubernatora Nowej Zelandii… Kolejne oklaski. Wyjmuję aparat, otwieram okno i zaczynam pstrykać zdjęcia. Chcę uwiecznić moment, w którym poczułem się jak gwiazdor z pierwszych stron gazet.
Z Bogiem ku wolności
Zauważalny jest silny katolicyzm Timorczyków i trudno nie dostrzec w nim pewnych podobieństw do Polski. Za katolików uważa się ponad 98 procent społeczeństwa. Lata okupacji przez Indonezję – największy muzułmański kraj świata – doprowadziły do sytuacji, w której granica pomiędzy sacrum a profanum, wiarą a kulturą, jest chwilami trudna do uchwycenia. Podobnie jak w naszym kraju, identyfikacja z kościołem była tutaj sposobem przeciwstawiania się dominacji potężnego sąsiada.
Katedra Niepokalanego Poczęcia w Dili, aspirująca do miana największej w tej części świata, jest być może najbardziej okazałym budynkiem w stolicy. Nad miastem, malowniczo położonym nad cieśniną Ombai, góruje osadzony na jednym z okolicznych wzgórz Cristo Rei – monumentalny, 27-metrowy pomnik Chrystusa Króla. Wybudowali go jeszcze Indonezyjczycy. Miał być prezentem dla ludu Timoru Wschodniego od Suharto, wieloletniego dyktatora Indonezji. Początkowe i dość zrozumiałe obiekcje przywódców ruchu niepodległościowego poszły dziś w niepamięć, a Cristo Rei stał się jednym z symboli stolicy.
Na innym wzgórzu, po przeciwległej stronie miasta, widoczny jest, wspomniany już, pomnik Jana Pawła II. Polski papież odwiedził Timor Wschodni z pielgrzymką w 1989 roku, o czym każdy Timorczyk – nawet urodzony kilka lat po tym fakcie – wie doskonale. Wątek tej pielgrzymki pojawiał się w każdej rozmowie, w której padło pytanie, skąd pochodzę. Niektórzy moi rozmówcy dopytywali także o Lecha Wałęsę, który przebywał tu z wizytą przed dwoma laty.
