Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Świat

Korupcja i nieróbstwo w rosyjskich urzędach

Pracownice kancelarii rosyjskiego parlamentu dorabiają, handlując kawiorem i pończochami, w stołówce rządu podają napoje w musztardówkach.

Autor:

Pracownice kancelarii rosyjskiego parlamentu dorabiają, handlując kawiorem i pończochami, w stołówce rządu podają napoje w musztardówkach. Moskiewski tygodnik „Bolszoj Gorod" przeprowadził anonimową ankietę wśród urzędników centralnych organów władzy, jak im się pracuje. Rezultaty są nieco szokujące, choć zgodne z oczekiwaniami.

„Do władz odnoszę się z niechęcią; uważam, że system zarządzania krajem zdegenerował się całkowicie na wszystkich szczeblach" 
– powiedziała tygodnikowi była wicegubernator jednego z rosyjskich obwodów, obecnie pracująca w ministerstwie. „Wielu wysokich urzędników z Kremla chodziło na wiece opozycji, to żadna tajemnica" – mówi z kolei pracownik administracji prezydenta, czyli właśnie Kremla. „Opozycja im się nie podoba, ale sympatyzują z Aleksiejem Nawalnym (antykorupcyjnym działaczem – przyp. red.). Z wewnątrz systemu świetnie widać, o co toczy się walka" – dodaje pracownik moskiewskiej merii o swoich przełożonych.

„Zawsze wiedziałem, że praca w państwowym urzędzie to g...niana robota" – mówi inny z ankietowanych. „Ale do pracy tam można się dostać tylko po znajomości. Są trzy rodzaje takiego zatrudniania po znajomości. (...) Drugi – gdy trzeba jakimś jeleniem przykryć brudne sprawki, ustawione przetargi, korupcję. Trzeci – gdy służby wpychają kogoś do pracy. Ale ci ze służb to całkowici debile".

„Piszemy jeden projekt, drugi, jakieś granty, konferencje, "okrągłe stoły". A potem i tak wszystko zostaje na papierze – mówi z kolei pracownica parlamentu. – Wiecie, co robią całymi dniami pracownice kancelarii parlamentu? Grają na komputerach w pasjansa. I jeszcze dorabiają, handlując. Codziennie ktoś do nich wpada: a to kawior przyniesie, a to rajstopy, albo kraby kamczackie. I nie wolno za dużo pracować, te panie to denerwuje".

Pracownica Federalnej Służby Antymonopolowej zazdrości parlamentowi znajomości techniki komputerowej: „Na początku dowiedziałam się co to jest „telefonogram". To wtedy, gdy dzwonią do ciebie i przez telefon dyktują ci tekst. Zaproponowałam, żeby z tym skończyć i używać internetu. Wtedy okazało się, że większość urzędników nie umie się nim posługiwać".

„Nie maluję paznokci na jaskrawe kolory" – mówi była wicegubernator. – "Nie robiono mi więc uwag. Ale parę razy czepiali się mojego zegarka firmy Cartier – za drogi. Ale to tylko szefowie szefów, ci z niższego szczebla nawet nie wiedzą, co to jest". Dla nich są musztardówki w rządowej stołówce.

Autor:

Źródło:

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Świat