W ciągu ostatniego tygodnia setki tysięcy osób protestowały przeciw obowiązkowym lekcjom patriotyzmu. Mieszkańcy Hongkongu uważają bowiem, że nie trzeba ich uczyć chińskiego patriotyzmu. Temu ostatniemu dali w końcu wyraz w entuzjastycznym święcie w 1997 r., gdy Wielka Brytania po 155 latach kolonialnych rządów zwinęła swoją flagę i ustąpiła na rzecz Chin. Jednak przy podpisywaniu aktu przekazania obie strony zastrzegły, że Hongkong będzie rządził się według zasady „jeden kraj, dwa systemy”. W ten sposób zachowano prawa i swobody obywatelskie rodem z Wielkiej Brytanii i potwierdzono to w hongkońskiej konstytucji. Półwysep od 15 lat jest specjalną strefą autonomiczną, w której istnieją m.in. wolne media.
Władze w Pekinie doszły jednak do wniosku, że mieszkańcy „okręgu” powinni więcej wiedzieć o kontynentalnych Chinach i dlaczego żyje się tam lepiej. „Kontynentalne Chiny” zaś cały czas rządzone są przez partię komunistyczną, i to na jej polecenie napisano podręcznik patriotyzmu. Edukacja patriotyczna, zamiast uczyć miłości do ojczyzny, gloryfikuje partię komunistyczną. Dzieci dowiadują się m.in., że partia ma zawsze rację. Trudno też pogodzić hongkońską wolność głoszenia poglądów z komunistyczną wersją wydarzeń na pl. Tiananmen w 1989 r. Mieszkańcy zaprotestowali więc przeciw komunistycznej propagandzie. I to mimo że szef administracji Hongkongu Leung Chun-ying zapewniał, że nauka patriotyzmu nie będzie obowiązkowa.
Szybkie wycofanie się władz z kontrowersyjnego pomysłu spowodowane było tym, że w Hongkongu zaczęły się wybory do miejscowej rady legislacyjnej. Wybory do niej są dość skomplikowane, a ich zasady powoli ewoluują. Obecnie spośród jej 70 członków 40 będzie wybieranych bezpośrednio. Poprzednio wszyscy (jak obecnie pozostałych 30 członków) wybierano spośród „elektorów” wyłanianych przez grupy zawodowe i najbogatszych mieszkańców. Teraz większość wyłoniona zostanie z partii politycznych, normalnie działających na tym niewielkim przyczółku komunistycznych i monopartyjnych Chin. Kampania wyborcza była zdominowana przez sprawy socjalne: korupcję najwyższych władz, rosnące koszty utrzymania i rosnącą (a niechcianą) emigrację do Hongkongu z Chin kontynentalnych.
