Wczoraj setki zwolenników Mohamada Mursiego zebrały się na pl. Tahrir w Kairze, aby świętować zwycięstwo. Wprawdzie sztab wyborczy jego rywala Ahmeda Szafika oświadczył, że nie uzna porażki do oficjalnego ogłoszenia wyników (ma to nastąpić w czwartek), ale sprawa wydaje się przesądzona. Po przeliczeniu 98 proc. głosów z 13 tys. komisji wyborczych Mursi uzyskał 52 proc. głosów, a Szafik 48 proc. Frekwencja wyniosła 46 proc.
Mursi, który podczas kampanii wyborczej nie stronił od ostrych wypowiedzi, tym razem wypowiadał się pojednawczo. Przemawiając w siedzibie swojej partii, zapowiedział, że będzie prezydentem wszystkich Egipcjan: „mężczyzn, kobiet, robotników, studentów, wszystkich frakcji politycznych, muzułmanów i chrześcijan”. Dodał, że nie będzie szukał zemsty i prześladował przeciwników politycznych. Nie wiadomo, na ile szczere są jego deklaracje. Wcześniej niejednokrotnie zapowiadał, że Egipt stanie się krajem islamskim, a chrześcijanie zostaną zmuszeni do emigracji. Licząca 8 mln (10 proc. ludności) chrześcijańska mniejszość koptyjska stała się po obaleniu Mubaraka celem ataków ze strony radykalnych islamistów, a Ahmed Szafik oskarżał Bractwo Muzułmańskie o zastraszanie tej grupy deklarującej w większości poparcie dla jego kandydatury.
Inną grupą, która czuje się zaniepokojona wygraną kandydata popieranego przez Bractwo Muzułmańskie, są przedsiębiorcy związani z branżą turystyczną.
Turystyka przynosząca przed rewolucją prawie 13 mld dol. przychodów w ostatnich miesiącach mocno podupadła. Liczba turystów odwiedzających Egipt radykalnie spadła. Właściciele biur turystycznych, przewodnicy, restauratorzy czy hotelarze mogą jedynie z rozrzewnieniem wspominać 2010 r., kiedy to pod piramidy przyjechało 15 mln gości.
Branży zaszkodził wizerunek Egiptu – kraju, w którym wybuchają zamieszki i rośnie przestępczość (podczas rewolucji oprócz więźniów politycznych uwolniono z więzień także pospolitych przestępców). Jeśli teraz dojdzie do tego obawa przed islamskim fundamentalizmem, ceniący spokój turyści z Europy zrezygnują z Gizy, Kairu czy Szarm el-Szejk i przeniosą się w spokojniejsze miejsca.
Nastroje w Egipcie dodatkowo podgrzewają decyzje Sądu Konstytucyjnego i Najwyższej Rady Wojskowej. W czwartek sąd uznał zeszłoroczne wybory parlamentarne za nieważne i zarządził ich powtórzenie. Z kolei rządząca obecnie w Egipcie Rada Wojskowa przyznała sobie uprawnienia mocno ograniczające rolę nowo wybranego prezydenta.
Islamiści, którzy mieli większość w parlamencie i właśnie zwyciężyli w wyborach prezydenckich, mówią o „miękkim przewrocie” i zapowiadają protesty.
Wojskowi wprawdzie deklarują, że pod koniec czerwca przekażą władzę cywilnemu prezydentowi, ale będzie to władza mocno okrojona. Wojskowi będą mieli wpływ na budżet, nową konstytucję i pozostaną niezależni, jeśli chodzi o zwierzchnictwo nad armią. Wiele wskazuje na to, że mający demokratyczny mandat islamiści nie pogodzą się z tym.
