Amerykański „Forbes" pisze wprost, że to, co się dzieje, jest karą spontanicznie nałożoną przez rynki finansowe na Rosję za wybór Putina na trzecią kadencję prezydencką.
„Inwestorzy nie mają zamiaru dłużej godzić się na putinowski sposób zarządzania gospodarką" – pisze „Forbes".
Rubel spadł do poziomu z roku 2009, czasów globalnego kryzysu wywołanego załamaniem rynku w USA. „Inwestorzy po prostu uciekają z Rosji. (...) Rynki finansowe wysyłają Putinowi jasny sygnał: nie tym razem" – czytamy w „Forbesie". Ucieczka inwestorów przybrała już takie rozmiary, że nawet koncern British Petroleum poinformował o zamiarze wycofania się z Rosji i sprzedaży swoich udziałów w spółce TNK-BP zarządzającej jedynym niepodlegającym władzom rurociągiem w Rosji. W ciągu prawie dwóch dekad BP toczył zażartą wojnę z Kremlem o jego utrzymanie, teraz dobrowolnie go sprzedaje.
Zdaniem rosyjskich analityków sytuacja jest nawet gorsza niż w czasie kryzysu w latach 2008–2009. – Wtedy był kryzys w USA i po prostu oberwaliśmy odłamkami – mówi jeden z nich, Paweł Andriejew. Teraz kryzys zagraża Europie, na którą przypada 80 proc. rosyjskiej wymiany handlowej i która kupuje ponad 50 proc. rosyjskiego gazu i ropy.
Załamanie się europejskich banków oznacza również upadek rosyjskiego sektora bankowego, którego głównym wierzycielem są banki z UE. Jednocześnie ósmy miesiąc z rzędu na światowych giełdach tanieje ropa naftowa – co ciekawe, na polskich stacjach benzynowych tego nie widać. Obecnie baryłka ropy kosztuje w Londynie 92–95 dol., ale recesja popycha cenę w dół.
Rosyjscy eksperci finansowi uważają, że z punktu widzenia bezpieczeństwa rosyjskiego budżetu ropa nie może kosztować mniej niż 80 dol. za baryłkę. Jeśli będzie tańsza, to gospodarka będzie musiała być finansowana z Funduszu Rezerwowego, którego pieniędzy nie starczy nawet na rok. Wtedy trzeba będzie odłożyć na półkę wykonanie wszystkich programów socjalnych, obiecanych przez Putina w kampanii wyborczej, a to może wywołać odruchy społecznej niechęci.
Jeśli cena ropy, głównego rosyjskiego towaru eksportowego, nadal będzie się obniżała, to kurs rubla – mimo interwencji Centralnego Banku Rosji – wciąż będzie spadał.
– Mogę powiedzieć, kiedy dokładnie zacznie się w naszym kraju kryzys polityczny. Przy stabilnej cenie 38–40 rubli za dolara (obecnie to 34 ruble – przyp. red.) – mówi jeden z moskiewskich analityków finansowych w wywiadzie dla agencji RBK. Przy tej cenie zaczną się kłopoty tych, którzy brali kredyty mieszkaniowe i konsumpcyjne w obcych walutach. – Kiedy przyjdą windykatorzy, by odbierać mieszkania i samochody, naród wyjdzie na ulice – dodaje ekspert.
Jednak spirala kryzysu rozkręci się dopiero wtedy, gdy cena ropy dość długo – prawdopodobnie około roku – będzie na niskim poziomie.
Podczas poprzedniego kryzysu w latach 2008–2009 ówczesne władze na Kremlu w pierwszym odruchu oskarżyły Zachód o spisek przeciw Rosji. W pierwszej fazie, głównym zwalczającym kryzys finansowy była Federalna Służba Bezpieczeństwa. Obecnie zajmuje się tym Centralny Bank Rosji.
