Obama i Putin rozmawiali w piątek przez telefon. Jak poinformował Biały Dom, obaj politycy uzgodnili, że będą kontynuować dyskusję na tematy, które dzielą Rosję i USA, między innymi o polityce wobec Syrii.
Barack Obama powiedział Władimirowi Putinowi, że Rosjanie i Amerykanie mają razem wiele do zrobienia. Podkreślił znaczenie obecnej współpracy w takich kwestiach jak Afganistan, rozbrojenie nuklearne i sankcje wobec Iranu.
W swej depeszy agencja AP powołuje się na Biały Dom, ale nie cytuje w niej konkretnego przedstawiciela administracji prezydenta Obamy.
Kilka godzin wcześniej rzecznik Białego Domu Josh Earnest poinformował, że prezydent Obama zadzwonił w piątek do Władimira Putina w związku z jego wygraną w niedzielnych wyborach, nie użył jednak określenia "gratulacje".
Pięciodniowa zwłoka z telefonem Obamy do Putina po wyborach jest szeroko komentowana w Waszyngtonie. W poniedziałek, dzień po tym, gdy Rosjanie poszli do urn, sekretarz stanu Hillary Clinton oświadczyła tylko, że rząd USA "składa gratulacje narodowi rosyjskiemu z okazji przeprowadzenia wyborów".
Prawica w USA krytykuje nawet i to oświadczenie. Czwartkowy "Wall Street Journal" wytknął szefowej dyplomacji, że "nie było w nim ani słowa krytyki, nie mówiąc o potępieniu".
Według oficjalnych danych, Putin, dotąd premier Rosji, który ubiegał się o powrót na stanowisko szefa państwa, zdobył w wyborach 63,6 proc. głosów. Międzynarodowi obserwatorzy kwestionują jednak ten wynik, donosząc o przypadkach fałszerstw. Wskazują, że wybory nie były demokratyczne, gdyż Kreml nie dopuścił do kandydowania żadnego przedstawiciela liberalnej opozycji.
Główny rzecznik Białego Domu Jay Carney zapytany, dlaczego prezydent nie pogratulował dotąd Putinowi zwycięstwa, odpowiedział: "Nie przywiązywałbym do tego wagi. Obaj są zajęci".