Trener reprezentacji Anglii Thomas Tuchel przed środowym półfinałem mistrzostw świata z Argentyną przyznał, że w ramach walki z narastającym stresem zabrał swoich piłkarzy na krótką rowerową przejażdżkę zakończoną lodami. „Czasem tyle wystarczy, by poczuć się jak 15‑latek” – powiedział.
To będzie bitwa o finał mundialu
Rywalizacja Anglii z Argentyną na mundialach ma długą i burzliwą historię: od kontrowersyjnego usunięcia z boiska kapitana Albicelestes Antonio Rattina w 1966 roku, przez „rękę Boga” i słynny rajd Diego Maradony z 1986, po czerwoną kartkę Davida Beckhama za kopnięcie Diego Simeone w 1998 i jego „rewanż” w postaci gola, który przyczynił się do eliminacji Argentyny w 2002 roku.
Argentyna w zwycięskich meczach z Anglią w 1986 i 1998 roku występowała w granatowych koszulkach. W środę również zagra w ciemniejszych barwach. „Jeśli to przesąd, zrobiłbym to samo. Brawa dla nich. Nie wiedziałem o tym” – skomentował Tuchel. Dodał, że sam ma swoje rytuały, ale nie zdradza ich, „by nie straciły mocy”.
W sporcie na najwyższym poziomie każdy ma rutyny, które pomagają zachować spokój – talizmany, drobne nawyki. To normalne
– podkreślił.
Tuchel wrócił też do rowerowej wyprawy z drużyną. „Cieszysz się ciepłym, letnim wieczorem przez 15 minut z lodami w ręku i odkrywasz na nowo to uczucie, które każdy ma w sobie” – mówił.
52‑letni niemiecki szkoleniowiec objął angielską kadrę w 2024 roku i jest o krok od jej drugiego w historii występu w finale mistrzostw świata. Jedyny tytuł Anglicy zdobyli 60 lat temu jako gospodarze turnieju.
Czuję napięcie i oczywiście będę zdenerwowany, ale to 60‑letnie oczekiwanie nie jest dla mnie ciężarem
– zaznaczył.