Po przerwie trener Chicago Fire zdecydował się posłać do gry Lewandowskiego i był to ruch, który szybko przyniósł efekty. Polski napastnik pojawił się na murawie w 63. minucie, a już jedenaście minut później wpisał się na listę strzelców. Po znakomitym podaniu Philipa Zinckernagela znalazł się sam na sam z bramkarzem Colorado Rapids Nicholasem Hansenem, minął golkipera i skierował piłkę do pustej bramki.
Lewandowski z golem i asystą w MLS
Na tym jednak nie zakończył swojego występu. W 88. minucie Lewandowski dołożył asystę przy trafieniu Puso Dithejane, który ustalił wynik spotkania na 4:2. Dla Polaka był to ważny mecz, bowiem ostatnie trafienie w MLS zanotował jeszcze we wrześniu - w starciu z ekipą Lionela Messiego, Interem Miami.
Jeszcze przed wejściem byłego kapitana reprezentacji Polski świetnie spisywał się Jonathan Bamba. Iworyjczyk zdobył dwie bramki i przez długi czas był najważniejszą postacią ofensywy gości. Ostatecznie to jednak występ Lewandowskiego po przerwie przyciągnął największą uwagę kibiców i mediów.
Dzięki zwycięstwu Chicago Fire umocniło się na czwartym miejscu w Konferencji Wschodniej. Drużyna ma już zapewniony udział w fazie play-off i przed ostatnią kolejką rundy zasadniczej chce utrzymać wysoką pozycję w tabeli. Kolejnym rywalem zespołu z Chicago będzie rozpędzone Columbus Crew, które od kilku tygodni regularnie punktuje.