Kontrowersje wokół decyzji sędziów
Pomyłki lub kontrowersyjne decyzje sędziowskie to częste ostatnio tematy rozmów ekspertów i kibiców. W 10. kolejce doszło do kilku zaskakujących decyzji, szczególnie w meczach Legii Warszawa z Wisłą Kraków (2:0) i Jagiellonii Białystok z Górnikiem Zabrze (1:3).
Jagiellonia skierowała nawet pismo do przewodniczącego Kolegium Sędziów PZPN Marcina Szulca z prośbą o wyjaśnienie i interpretację pięciu spornych decyzji z jej dwóch ostatnich meczów, w tym z Legią (1:3) w 9. kolejce.
Dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA Marcin Stefański oświadczył, że sytuacja wymaga poprawy.
- Kluby dostrzegają wyraźny spadek poziomu sędziowania w Polsce i oczekują realnej poprawy w tym obszarze. Mają jednocześnie świadomość, że trwałe zmiany muszą rozpocząć się oddolnie, a odpowiedzialność za rozwiązywanie problemów wewnątrz środowiska sędziowskiego spoczywa na Kolegium Sędziów
— podkreślił.
- Środowisko klubowe deklaruje gotowość do wspierania wszelkich inicjatyw służących podnoszeniu jakości sędziowania, ponieważ leży to w interesie wszystkich uczestników rozgrywek. Przekonanie o potrzebie zmian idzie w parze z konkretnymi działaniami. Kluby podjęły decyzję o inwestycji dot. półautomatycznego spalonego, który powinien usprawnić proces podejmowania decyzji i stanowić realne wsparcie dla sędziów. Obecnie trwa instalacja kamer na stadionach. To bardzo ważne, bo jest to istotny wkład finansowy środowiska klubowego w poprawę jakości sędziowania — dodał Stefański.
To jedna z licznych opinii, że poziom sędziowania pozostawia coraz więcej do życzenia. Z czego to wynika?
- Z wielu rzeczy. Tutaj nie ma prostej i krótkiej odpowiedzi. Składa się na to wiele lat działalności, zaniedbań i zaniechań Kolegium Sędziów. I niestety też PZPN
- powiedział Rafał Rostkowski, obecnie ekspert TVP Sport.
- Nie można powiedzieć, że mamy złych sędziów, słabych, niekompetentnych. Nie. Na całym świecie sędziowie są dokładnie tacy, jakimi tworzą ich władze piłkarskie. Jeżeli sprawy sędziowskie są zaniedbywane, a w Polsce sędziowie byli, są i pewnie jeszcze będą traktowani jak piąte koło u wozu, to efekty są takie, jakie są. Jeżeli władze piłkarskie będą się zajmować tymi sprawami głównie wtedy, kiedy jest źle, a przestawać zajmować wkrótce po tym, jak afery ucichną, to nadal będzie źle lub nawet gorzej — dodał były sędzia międzynarodowy.
Jak zaznaczył, potrzebna jest systemowa, konsekwentna praca od podstaw.
- Całkowita reforma, włącznie z przebudową struktur albo stworzeniem zupełnie nowej organizacji, na wzór angielskiej Pro Ref lub amerykańskiej PRO. Kolejna zamiana przewodniczącego Kolegium Sędziów na kolejnego zastępcę z tego samego grona, które jest we władzach już od kilkunastu lat, nie ma sensu. To nic nie zmieni, potrzebne jest zupełnie inne spojrzenie — zaznaczył.
- Potrzebny jest ktoś, a najlepiej więcej niż jedna osoba, kto jest pasjonatem i profesjonalistą. Zdeterminowanym do tego, aby podwyższyć poziom sędziowania. Potrzebny jest ktoś bezwzględny, w sensie bezkompromisowy, kto będzie podejmował możliwie najlepsze decyzje dla dobra polskiej piłki. Dla dobra piłkarzy, trenerów, klubów, rozgrywek, kibiców i też samych sędziów, bo ci najzdolniejsi, którzy powinni dostawać szansę, często jej nie dostają — dodał Rostkowski.
Według niego jedną z przyczyn kłopotów są limity wiekowe.
- Co tydzień goszczę na dwóch-trzech meczach niższych lig i widzę mnóstwo zdolnych sędziów, którym należy dawać szansę. Mamy wielu byłych piłkarzy albo kibiców, pasjonatów futbolu, którzy zostali sędziami i dobrze sobie radzą, ale zgodnie z, powiem wprost, idiotycznymi kryteriami nie mają szansy na awanse, bo według tych zasad są za starzy — zaznaczył.
- PZPN na wniosek Kolegium Sędziów ustalił „Zasady awansów i spadków sędziów szczebla centralnego oraz powoływania kandydatów na sędziów szczebla centralnego”, w których są limity wiekowe. Różne. Dotyczą ekstraklasy i całego szczebla centralnego, włącznie z 3. ligą. One są na poziomie 50, 48 i 45 lat. Wobec tego wojewódzkie związki ustaliły jeszcze niższe progi. I dochodzi do sytuacji groteskowych i szkodliwych dla polskiego futbolu. Np. były piłkarz ma 30 lat, zapisuje się na kurs sędziowski i dowiaduje się, że jest za stary. Zdarzają się przypadki, że nawet dwudziestokilkuletni sędziowie, którzy dopiero zaczynają, słyszą od swoich władz, że już są „za starzy na wysokie awanse” - tłumaczył.
Na kłopoty sędziowskie zwrócił też uwagę trener Legii Marek Papszun.
- To jest głębszy problem. Widzimy, co dzieje się na górze. Różne są powiedzenia, ale to, że „ryba psuje się od głowy”, jest chyba dobre. I trzeba właśnie tam, na górze, zaprowadzić porządek. Dopiero później można myśleć o tym, żeby jakość i komfort sędziów były też na dole. Sędziowanie to trudny zawód. Zdaję sobie sprawę, jaka jest odpowiedzialność i presja. Widać nerwowość i to, że te decyzje są często błędne. Coraz więcej jest meczów, kiedy one wypaczają wynik. Na pewno nad tym trzeba zapanować — powiedział szkoleniowiec na konferencji prasowej przed sobotnim meczem z Cracovią.
Na poziom ligowego sędziowania w kraju narzeka się akurat w czasach, gdy jednym z najlepszych arbitrów na świecie jest Szymon Marciniak. Jak można wykorzystać potencjał związany z jego nazwiskiem, żeby poprawić sytuację?
- Zacznijmy od tego, że ten potencjał już został zmarnowany. Po tym, jak Szymon prowadził finał mistrzostw świata w 2022 i finał Ligi Mistrzów rok później, na kursy sędziowskie zapisywało się dwa razy więcej kandydatów niż wcześniej. Czyli działał „efekt Marciniaka”. Tylko problem polega na tym, że ta masa ludzi zrezygnowała tak samo szybko, jak rezygnują od wielu lat absolwenci kursów sędziowskich. 80-90 procent absolwentów rezygnuje w ciągu maksymalnie dwóch lat — powiedział Rostkowski.
Dlaczego tak się dzieje?
- Ponieważ widzą, jak to jest być sędzią w Polsce. Zniechęca ich traktowanie, m.in. wyzwiska i przemoc, na meczach, nawet z udziałem dzieci. To jest bardzo przykre zjawisko, które zostało znacząco ograniczone przez zmianę w polskim prawie, bo teraz przemoc wobec sędziów, fizyczna i słowna, jest ścigana karnie z urzędu. Różne wyzwiska jednak nadal padają. Zniechęcają ich też kwestie organizacyjne. Młodzi ludzie widzą, jak to wszystko wygląda. Niestety, sędziowanie piłki nożnej na szczeblach wojewódzkich przegrywa konkurencję z rynkiem pracy, z innymi dziedzinami życia — zaznaczył były sędzia międzynarodowy.
- Jeżeli młody człowiek ma możliwość pracy, rozwijania pasji w różnych organizacjach, a potem przychodzi do związku piłkarskiego i widzi, jak działają struktury sędziowskie, to trochę tak, jakby się przeniósł do poprzedniej epoki. Te same klimaty. Na dodatek wynagrodzenia dla sędziów niższych lig i klas są żałośnie niskie — dodał.
Jak przyznał, fakt, że „w kraju mamy dwudziestu kilku arbitrów zawodowych, nie może przesłaniać tego, jaka jest sytuacja ośmiu tysięcy polskich sędziów”.
- W Polsce z sędziowania może żyć kilkadziesiąt osób. Dwustu-trzystu arbitrów może sobie solidnie dorabiać, sędziując mecze w pierwszej lidze, drugiej czy czasami w ekstraklasie. Natomiast ogromna większość z ośmiu tysięcy ludzi to pasjonaci. I oni też są zniechęcani, np. właśnie tymi dyskryminującymi ich ze względu na wiek zasadami awansu i spadku. Czyli tak naprawdę polska piłka sama pozbywa się wielu sędziów — wskazał.
Zaufania do polskiego środowiska sędziowskiego nie poprawiła sprawa trenera Jagiellonii Adriana Siemieńca, który ostatecznie został zdyskwalifikowany na sześć meczów z powodu nieprzepisowych kontaktów z arbitrami w poprzednim sezonie. Sędziego asystenta Arkadiusza Kamila Wójcika wykluczono na dwa lata, a arbiter główny Paweł Raczkowski musi zapłacić grzywnę.
To konsekwencja zachowania Siemieńca przed spotkaniem z końcówki poprzedniego sezonu z GKS Katowice, gdy zwrócił się do Wójcika o pomoc w kontakcie z Raczkowskim. Szkoleniowiec Jagiellonii chciał otrzymać podczas meczu informację, gdy któryś z jego podopiecznych będzie blisko otrzymania żółtej kartki. Siemieniec przeprosił później za swoje zachowanie.
- Ta sprawa na pewno podważyła zaufanie do całego środowiska, natomiast zaufanie wobec sędziów czy sędziego, a zaufanie wobec władz sędziowskich, to są dwie różne kwestie. O ile można ufać wielu arbitrom, to trudno zaufać władzom sędziowskim — podkreślił Rostkowski.
Tymczasem przewodniczący KS PZPN Marcin Szulc w rozmowie z Kanałem Sportowym, analizując ostatnią kolejkę ekstraklasy, przyznał, że potrzebne jest większe zaufanie i wsparcie.
„Jeżeli chodzi o naszą pracę w Kolegium Sędziów, to jest to ciągłe szkolenie. Po każdej kolejce spotykamy się i rozmawiamy o zdarzeniach boiskowych. (...) Potrzebujemy mimo wszystko trochę zaufania i wsparcia dla sędziów, bo nikt nie chce się pomylić celowo. To jest nasza odpowiedź: szkolenie i dążenie do właściwej jednolitości w ocenie zdarzeń boiskowych” - podkreślił Szulc.
Polska Agencja Praowa skontaktowała się z przewodniczącym Kolegium Sędziów. Przed publikacją tekstu nie otrzymaliśmy jeszcze odpowiedzi na wysłane pytania.
- Marcin Szulc działa w KS PZPN już od kilkunastu lat, od wielu jest członkiem władz, a przez rok, już jako przewodniczący Kolegium Sędziów, nie wprowadził żadnej kluczowej zmiany w działaniu tej organizacji. Chciałbym go za coś pochwalić, ale okazjonalne publikowanie analiz Kolegium Sędziów czy spotkania z dziennikarzami to za mało — zauważył Rostkowski.
W lipcu PZPN zaprezentował mieszczące się w siedzibie federacji Centrum VAR, które pomaga arbitrom w ekstraklasie. Dotychczas sędziowie VAR siedzieli w specjalnych wozach pod stadionami. Teraz pracują w komfortowych warunkach, w klimatyzowanych salach z licznymi monitorami.
- Ten projekt, który zaczęliśmy realizować w 2017 roku, jest wyzwaniem dla PZPN. Od początku przeznaczyliśmy na funkcjonowanie systemu 50 milionów złotych, a samo centrum stacjonarne, to kolejne 10 mln zł. Jeżeli dodamy do tego inne koszty, w tym umowy z naszymi partnerami, łącznie wychodzi ok. 70 mln zł. Chcemy podnosić jakość sędziowania w Polsce i przejść na wyższy poziom. Wszystko po to, aby należeć do europejskiej czołówki — powiedział wówczas wiceprezes PZPN ds. organizacyjno-finansowych Adam Kaźmierczak.
Dlaczego więc, wraz z takim postępem technologicznym i ułatwieniami, na razie ten poziom się nie podnosi?
Zdaniem Rostkowskiego przyczyną jest to, że w czasie weekendów te same osoby jednego dnia pracują jako sędziowie VAR, a drugiego - na boisku.
- To negatywnie wpływa na ich formę, np. na spostrzegawczość czy refleks. Trzeba skończyć z tym, że w jeden weekend sędzia łączy funkcje, których nie łączy się ani w FIFA, ani w UEFA. Obsada powinna wyglądać tak, że ci, którzy sędziują na boisku, nie mogą w ten sam weekend być sędziami VAR ani AVAR. Natomiast jeżeli ktoś nie jest wyznaczony do pracy na murawie, to proszę bardzo, może przyjechać do Warszawy i pracować jako sędzia VAR czy AVAR w piątek, sobotę, niedzielę czy poniedziałek — tłumaczył.
- Na razie jest tak, że przyjeżdża sędzia do Warszawy z miasta X po to, żeby być sędzią VAR. Z Warszawy jedzie bezpośrednio na mecz albo wraca do siebie do miasta X i stamtąd jedzie na mecz, aby pracować na boisku. Czyli tak naprawdę zmieniły się tylko trasy, a odległości pokonywane samochodem nadal są zbyt duże — dodał.
Temat centrum VAR poruszył również Marcin Stefański.
- Funkcjonowanie centralnego systemu VAR, który obecnie nie spełnia oczekiwań, budzi zastrzeżenia środowiska klubowego. Kluby i spółka przedstawiały odrębną koncepcję technicznej obsługi tego systemu, jednak ostatecznie PZPN podjął inną decyzję. Liczymy, że w tym obszarze nastąpi wyraźna poprawa, ponieważ obecna sytuacja pozostaje daleka od optymalnej — przekazał dyrektor operacyjny Ekstraklasy SA.
Natomiast Rostkowski zauważył też, że zdolni sędziowie są zbyt rzadko obsadzani w ekstraklasie.
- Wielu arbitrów nie dostaje szansy. Np. Mateusz Jenda taką otrzymał (15 sierpnia - red.), spisał się dobrze, jedyny błąd dotyczył niedostatecznej liczby doliczonych minut, ale przy debiucie to niewielki mankament. I od tej pory nie dostał meczu w ekstraklasie. Przykładów jest więcej. W kółko sędziują ci sami ludzie — zwrócił uwagę ekspert TVP.
Jedną z ciekawych zmian Kolegium Sędziów PZPN jest analiza (na stronie federacji) kontrowersyjnych decyzji arbitrów. Po 10. kolejce przyznano, że w meczu Cracovii z Zagłębiem Lubin (3:1) „sędziowie VAR/AVAR błędnie zarekomendowali wideoweryfikację”, w efekcie czego arbiter zmienił swoją — słuszną wcześniej — decyzję i podyktował rzut karny dla gospodarzy.
Czy wobec tego można mieć nadzieję, że dzięki przyznawaniu się do błędów, ale też krytyce z innych stron, zmniejszy się liczba pomyłek?
- Moim zdaniem to jest naiwność. Trudno mi uwierzyć, że w tym składzie personalnym władze zaczną podejmować jakieś decyzje przełomowe. Dotychczas wszystkie najważniejsze decyzje podejmowane były pod wpływem opinii publicznej, krytyki medialnej lub pod naciskiem władz PZPN, które też czasem mają czegoś dość lub o coś proszą. Natomiast te analizy Kolegium Sędziów pojawiają się zbyt rzadko i są trochę jak listki figowe
— zakończył Rostkowski.