Historia zaczęła się latem 2023 roku, gdy Haaland złożył wniosek o rejestrację marki „Erling Haaland” w norweskim urzędzie patentowym. Wniosek został natychmiast odrzucony, ponieważ rok wcześniej 29-letni obywatel Polski zastrzegł markę „Haaland”. Urzędnicy uznali, że obie nazwy są zbyt podobne, a tym samym uniemożliwili piłkarzowi uzyskanie ochrony dla własnego nazwiska.
Polak skomplikował życie Haalanda
Norweska stacja TV2 ustaliła, że za całą sprawą stoi Polak z Oslo, który jednak odmówił jakichkolwiek komentarzy i kontaktu z mediami. Tymczasem prawnicy Haalanda przez dwa lata pracowali nad udowodnieniem, że rejestracja została dokonana w złej wierze – wyłącznie po to, by wykorzystać wartość rynkową nazwiska jednego z najgłośniejszych piłkarzy świata. We wrześniu udało im się przekonać europejski urząd patentowy EUIPO, który przyznał rację Haalandowi i unieważnił wcześniejszą rejestrację.
Sprawa jednak nie dobiegła końca. W ostatnich dniach przed upływem terminu Polak złożył apelację, co oznacza, że Norweg musi jeszcze poczekać na ostateczne rozstrzygnięcie. Adwokat piłkarza, Knut Andreas Bostad, podkreśla, że sprawa jest oczywista, ale szanse na wygraną – na podstawie wcześniejszych podobnych przypadków – wynoszą około 71 procent.