20 września piłkarze Lecha odnieśli efektowne zwycięstwo u siebie nad Radomiakiem aż 5:1. Wkrótce potem wielu z nich wyjechało na zgrupowania swoich drużyn narodowych, jednak — jak się okazuje — nie wytrąciło to drużyny Nielsa Frederiksena z rytmu.
Skrót meczu #ŚLĄLPO 🎬 https://t.co/PfSYPOM4sR
— Lech Poznań ⭐️ (@LechPoznan) October 11, 2026
We Wrocławiu Lech prowadził od 31. minuty po golu Filipa Jagiełły, na początku drugiej połowy podwyższył Pablo Rodriguez, a potem zaczął się koncert Patrika Walemarka.
Reprezentant Szwecji, który w niedawnym meczu z biało-czerwonymi (3:1) w Lidze Narodów zaliczył asystę i pokazał się ze świetnej strony, udowodnił w sobotę, że polska ekstraklasa wkrótce może być dla niego za ciasna. Strzelił gole w 70. i 73. minucie. Śląsk odpowiedział dopiero w doliczonym czasie trafieniem Grzegorza Tomasiewicza.
- Zasłużyliśmy na wygraną, bo zagraliśmy dobry mecz. Były jednak momenty, kiedy było widać, że niektórzy zawodnicy są nieco „zardzewiali”. To jest normalne po tak długiej przerwie. Niektórzy w tym okresie grali mecze reprezentacyjne, inni nie i teraz potrzebują czasu, aby wejść na swój najwyższy poziom – powiedział duński trener Lecha Niels Frederiksen.
Poznański zespół jest drugi w tabeli, zgromadził 22 punkty i traci trzy do rozpędzonego Górnika.
Zabrzanie pokonali Jagiellonię 3:1, potwierdzając, że w ekstraklasie czują się na wyjazdach znakomicie. Ostatniej porażki na obcym stadionie doznali 28 lutego.
Wszystkie bramki w Białymstoku padły w drugiej połowie. W 51. i 58. minucie dla Górnika zdobyli je Jarosław Kubicki, były piłkarz Jagiellonii, a także Norweg Sondre Liseth. W 67. minucie kontaktowego gola — swojego 113. w polskiej ekstraklasie — strzelił Jesus Imaz, ale w doliczonym czasie zwycięstwa Zabrzan przypieczętował Kacper Urbański.
Zajmująca 10. lokatę w tabeli Jagiellonia, którą pod nieobecność zawieszonego na sześć meczów trenera Adriana Siemieńca prowadził asystent Mikołaj Łuczak, doznał czwartej porażki z rzędu, w tym trzeciej w ekstraklasie (jedna w Lidze Europy UEFA).
Najwcześniej w sobotę grano pod Wawelem, gdzie 11. w tabeli Cracovia, choć przegrywała do przerwy 0:1, pokonała ósme KGHM Zagłębie Lubin 3:1. Dwa gole gospodarze strzelili w doliczonym czasie. Autorem jednego z nich był reprezentant Bośni i Hercegowiny Ajdin Hasić, który zaliczył trafienie także w 54. minucie, oba z rzutów karnych.
„Pasy” przerwały niechlubną serię pięciu porażek, w tym czterech ligowych.
Obecna kolejka rozpoczęła się piątkowymi meczami Wieczystej Kraków z Wisłą Płock (3:0) oraz zamykającego tabelę Rakowa z GKS Katowice.
Częstochowski zespół wciąż jest w kryzysie, tym razem przegrał u siebie aż 1:4, ponosząc dziewiątą porażkę w 10. meczu ligowym.
Na niedzielę zaplanowano m.in. szlagier tej kolejki - trzecia Legia Warszawa podejmie czwartą Wisłę Kraków, w meczu z podtekstami z powodu sporu o zamknięcie do końca roku sektora dla kibiców gości. Ponadto prowadzony przez Daniela Myśliwca Piast Gliwice zmierzy się z jego byłym klubem Widzewem Łódź, a Pogoń Szczecin podejmie Koronę Kielce.
Na zakończenie 10. serii gier Radomiak spotka się w poniedziałek z Motorem Lublin.