Selekcjoner wskazał przyczyny słabszej gry Anglików
Tuchel był powszechnie krytykowany za zmiany w obronie i ogólnie defensywną taktykę, gdy Argentyna raz po raz wchodziła na pole karne jego drużyny, strzelając dwa gole w końcówce i awansując do niedzielnego finału z Hiszpanią.
Teraz Anglicy zmierzą się z Francuzami o brąz, ale na razie Tuchel wciąż musi tłumaczyć się z drugiej połowy środowego półfinału.
- Jeśli pytacie, czy żałuję swoich decyzji, to odpowiadam, że nie. Nie żałuję, ponieważ czułem, że staliśmy się zbyt pasywni
- powiedział dziennikarzom na konferencji prasowej w piątek miejscowego czasu.
- Podjąłem kilka decyzji, ufając swojemu instynktowi, intuicji i doświadczeniu. Wszystko po to, aby pomóc drużynie i osiągnąć korzystny wynik. Żałowałbym, gdybym nie pomógł. Żałowałbym, gdybyśmy nie zareagowali, ale nie żałuję samych decyzji - powtórzył.
Tuchel przyznał, że wygrana w 1/8 finału z Meksykiem na dużej wysokości (w stolicy tego kraju), zwycięstwo po dogrywce nad Norwegią w ćwierćfinale w dusznym upale Miami, a także wszystkie podróże, jakie drużyna odbyła, mogły ich kosztować za dużo.
Jak zaznaczył, rozpatrywanie zmian wyłącznie pod kątem ataku i obrony to uproszczenie, a mecz jest bardziej złożony.
Anglia może osiągnąć najlepszy wynik od 60 lat
Zapytany o komentarz, że jego zmiany były „tchórzostwem”, Tuchel odparł nieco wymijająco.
- Nie czytam pochwał i nie wierzę w takie komentarze – powiedział.
- Jeśli wygramy sobotni mecz, będziemy mieć najlepszy wynik w mistrzostwach świata od 60 lat. Taka jest perspektywa
- dodał.
Anglia triumfowała w 1966 roku u siebie, ale dwukrotnie przegrała mecze o trzecie miejsce - w 1990 i 2018 roku.
Tuchel zapowiedział, że wprowadzi zmiany w starciu z Francją. Samo spotkanie postrzega jako okazję dla Anglii, by pokazać, że nadrobiła straty do najlepszych drużyn świata.
- Nikt nie chce grać w tym meczu. Wszyscy ci półfinaliści chcieli być w Nowym Jorku (w pobliżu tego miasta odbędzie się finał - red.), ale to też będzie oficjalne spotkanie mundialu - zaznaczył.
- To ważny mecz z jedną z najlepszych drużyn na świecie. I to jest moment, w którym musimy pokazać, że jesteśmy stworzeni z tego, co pokazaliśmy w trakcie całego turnieju. Nie ma co do tego wątpliwości
- zakończył.
Spotkanie zaplanowano na godz. 23 czasu polskiego. Mecz poprowadzi Wenezuelczyk Jesus Valenzuela.