Przed meczem sytuacja Polaków była bardzo komfortowa. Młodzieżówka Brzęczka wygrała wszystkie dziewięć dotychczasowych spotkań w grupie E, miała 27 punktów i bilans bramkowy 26:2. Nad Włochami miała trzy punkty przewagi, a w pierwszym meczu w Szczecinie pokonała ich 2:1.
To oznaczało, że do bezpośredniego awansu na przyszłoroczne mistrzostwa Europy wystarczał remis, a nawet porażka jedną bramką. Przy równej liczbie punktów i bilansie bezpośrednich meczów decydowałaby różnica goli, korzystna dla Polaków. Przed spotkaniem Brzęczek mówił, że chce, by drużyna „skonsumowała porządny deser”.
Włosi, którzy musieli wygrać wysoko, od początku ruszyli do ataku i do przerwy prowadzili 2:0. Po zmianie stron Brzęczek próbował ratować sytuację zmianami. Polacy zdołali dwukrotnie trafić do siatki, ale za każdym razem gospodarze błyskawicznie odpowiadali. Polska defensywa, która w całych eliminacjach straciła wcześniej zaledwie dwa gole, w Pescarze dostała aż sześć "sztuk".
Co dalej z awansem?
Po tej porażce Włochy zrównały się z Polską punktami, a dzięki znacznie lepszemu bilansowi w bezpośrednich meczach wyprzedziły biało-czerwonych w tabeli. Polacy tracą pierwsze miejsce w grupie i bezpośredni awans z niego. O tym, czy i jak młodzieżówka zagra na mistrzostwach Europy, zdecydują teraz zasady kwalifikacji dla drużyn z drugich miejsc. Dla zespołu, który przez całe eliminacje szedł jak burza, to bolesny zawód. Tym bardziej że na finiszu wystarczało jedynie uniknąć wysokiej porażki.