Sam piłkarz o całej sprawie dowiedział się z serwisu społecznościowego Twitter - Że co??? - zapytał zdziwiony. - PZPN wystosował pismo, że mnie nie będzie. Dzień przed rozprawą dzwoniłem czy doszło. Doszło - napisał reprezentant Polski. Już raz Rzeźniczak nie stawił się na rozprawie, przygotowywał się wtedy do sezonu z Legią Warszawa, otrzymał 500 złotych grzywny.
(fot. Twitter)Sprawa dotyczy zajścia z 2 kwietnia 2011 roku. Wówczas Piotr Staruchowicz dopuścił się naruszenia nietykalności piłkarza. Miało to miejsce po meczu Legii z Ruchem (2:3). Jakub Rzeźniczak wdał się z nimi w dyskusję. Kilka minut później Piotr Staruchowicz zszedł na wysokość murawy i uderzył zawodnika w twarz.
Cała sprawa jest już jednak wyjaśniona, obu Panów podało sobie rękę na zgodę. Rzeźniczak nie chciał nawet składać żadnego zawiadomienia, jednak sprawa została uruchomiona z urzędu. Staruchowicz i Rzeźniczak pozostają w kontakcie odnośnie do całej rozprawy. Być może dlatego sąd postanowił ukarać piłkarza, który przecież w San Marino miał reprezentować polskie barwy.
Rzeźniczak jest osobą publiczną, każdy wie, kiedy wypadają terminy meczów, w których uczestniczy. Do tego PZPN wysłał pismo usprawiedliwiające nieobecność piłkarza. Kara, bardzo surowa, została jednak wymierzona. Czy piłkarze staną się kolejną grupą, po kibicach, która będzie nękana przez polskie sądy? Może już czas nazywać ich piłkarzolami ;)