Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Pierwsza dama tenisa

Agnieszka Radwańska odnosi życiowe sukcesy, zajmuje obecnie 4. miejsce w rankingu WTA, ale wciąż nie jest najlepszą polską tenisistką w historii.

Autor:

Agnieszka Radwańska odnosi życiowe sukcesy, zajmuje obecnie 4. miejsce w rankingu WTA, ale wciąż nie jest najlepszą polską tenisistką w historii. Pierwszą damą białego sportu pozostaje w naszym kraju Jadwiga Jędrzejowska, przedwojenna finalistka Wimbledonu.

W szczytowym momencie swojej kariery Jędrzejowska była notowana o pozycję wyżej niż jej dzisiejsza sukcesorka – na 3. miejscu. Tak podają kroniki, bo ranking WTA wtedy jeszcze nie istniał. Przede wszystkim odnosiła jednak znacznie większe sukcesy w najbardziej prestiżowych zawodach. Aż trzy razy grała w finałach turniejów wielkoszlemowych w singlu, wygrała też jeden tytuł w grze podwójnej. To drugie osiągnięcie powtórzył w 1978 r. (w Australian Open) Wojciech Fibak, pierwsze jest absolutnie nie do przebicia. Radwańska w Wielkim Szlemie osiągała co najwyżej ćwierćfinał – trzy razy udało się to jej na kortach w Melbourne, a dwa razy na trawie Wimbledonu.

Dwie krakowianki

Jędrzejowską i Isię wiele jednak łączy. Obydwie urodziły się w Krakowie, z tym że ta pierwsza przyszła na świat prawie 100 lat temu – 15 października 1912 r. Obydwie miały mniej znane siostry tenisistki, z którymi grywały w turniejach deblowych – Agnieszka ma Urszulę, Jędrzejowska miała Zofię. Obydwie interesował nie tylko sport. Radwańska wykazała się wrażliwością, manifestując wraz z rodziną solidarność z ofiarami katastrofy smoleńskiej. Jędrzejowska okazała jeszcze większy patriotyzm. W czasie okupacji nie zgodziła się grać w Niemczech, a na namowy zareagowała stwierdzeniem, że zakończyła karierę. Przede wszystkim zdecydowała się dzielić los rodaków i nie skorzystała z możliwości wyjazdu do neutralnej Szwecji. A zabiegał o to u hitlerowców jej były partner mikstowy, sam król szwedzki Gustav V.

Dwa gemy od tytułu

Jędrzejowska miała takich znajomych, bo przed wojną była ikoną polskiego sportu. Na Zachodzie była nazywana „Ja-Ja” lub „Jed”, jej nazwisko bowiem było dla przedstawicieli tych krajów niemożliwe do wymówienia. W 1937 r. kilka piłek dzieliło ją od zwycięstwa w mekce tenisa, na kortach Wimbledonu, w najbardziej prestiżowym turnieju świata. W meczu z Brytyjką Dorothy Round prowadziła w decydującym secie 5:2 i 30:15. Co wtedy myślała? „Dwa gemy dzielą mnie teraz od mistrzostwa świata... Myśl o nich nie daje mi chwili spokoju. Jestem bardzo zdenerwowana. Zaczynam grać źle, moje piłki o centymetry mijają się z linią. Czuję się bardzo odosobniona. Nie ma nikogo życzliwego obok kortu (...). Publiczność szaleje, oklaskuje wszystkie udane piłki Angielki” – wspominała w swojej biografii pt. „Urodziłam się na korcie”. Ostatecznie krańcowo zmęczona Jędrzejowska przegrała 2:6, 6:2, 5:7. „Podbiegam pierwsza do Doroty. Uśmiecham się do niej, winszuję zwycięstwa. W szatni jestem zupełnie sama. Nikt mnie nie pociesza, nie mogę już powstrzymać łez. Długo płaczę... Jeden wewnętrzny głos nakazuje mi szlochać nadal... Lecz drugi głos, wicemistrzyni świata, kategorycznie zaprotestował. Muszę teraz pokazać się w loży dla zawodników, trzeba dowieść, że Polka potrafi z godnością znieść gorycz porażki” – pisała.

W finałach turniejów wielkoszlemowych grała jeszcze dwa razy, ale już nigdy nie była tak blisko zwycięstwa jak w Londynie. W tym samym 1937 r. przegrała w mistrzostwach USA (US Open) z Chilijką Anitą Lizaną 4:6, 2:6, a dwa lata później w mistrzostwach Francji (Roland Garros) uległa 3:6, 6:8 reprezentantce gospodarzy Simone Mathieu, z którą wcześniej triumfowała w grze podwójnej.

Całość artykułu we wtorkowej "Gazecie Polskiej Codziennie"

Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Sport