W maju 2010 r. firma doradcza Ernst & Young uznała Lecha za lidera piłkarskiego biznesu w naszym kraju. Według londyńskiego koncernu Kolejorz był świetnie zarządzanym klubem, z prężnie działającymi działami marketingu i reklamy oraz licznymi i wiernymi kibicami. Dziś Lech, niegdysiejszy wzór do naśladowania, nie liczy się już w walce o mistrzostwo Polski, a swój budżet musi ratować sprzedażą najlepszych zawodników.
Wycofujący się sponsor
W środę niemiecka firma odzieżowa s.Oliver zapowiedziała, że w przyszłym sezonie nie będzie już sponsorem Kolejorza. Wspierała klub z Wielkopolski od dwóch lat, a jej logo znajdowało się m.in. na koszulkach drużyny. Rocznie do kasy Lecha wpływało od Niemców ok. 1 mln euro, czyli aż 10 proc. rocznego budżetu KKS.
Jest to kolejny cios dla zarządu klubu. Jeszcze bardziej bolesna jest niska frekwencja na meczach ligowych. Dwa lata temu kibice Kolejorza byli na ustach całej Polski i nie tylko. Na boiskach Premier League do dziś można obserwować wylansowaną przez poznaniaków, a przez Anglików nazywaną „Let’s go to Poznan”, zabawę na trybunach.
Z tej potężnej niegdyś siły dziś pozostało niewiele. W szczytowym momencie na stadionie Lecha pojawiało się ponad 40 tys. fanów (np. na meczu z Juventusem Turyn), ale już kilka miesięcy później kibiców przychodziło na Bułgarską średnio dwa razy mniej. Teraz jest wręcz tragicznie. Ostatni mecz Lecha w Poznaniu, w 18. kolejce, oglądało ledwie 11 tys. osób. Dwie kolejki wcześniej było jeszcze gorzej – podczas spotkania z ŁKS Łódź na trybunach zasiadło… 8 tys. kibiców.
Rok temu w Poznaniu mówiło się, że zapanowała moda na Lecha. Jak widać dziś, była to moda nie na Lecha, ale na sukces. Jego brak bardzo szybko zniechęcił kibiców, których nieobecność natychmiast odbiła się na stanie klubowej kasy. W najbliższym roku nic się nie zmieni, bo we wtorek Lech po porażce z Wisłą Kraków odpadł z Pucharu Polski i tym samym stracił ostatnią szansę, aby zakwalifikować się do europejskich pucharów.
Przegapiona okazja
Lech latem będzie zmuszony sprzedać swoją największą gwiazdę – Artioma Rudniewa. Jeszcze rok temu po Łotysza ustawiała się kolejka chętnych, z klubami angielskimi na czele, ale wyjazdem nie był zainteresowany sam piłkarz. Jeszcze zimą włoska „La Gazetta dello Sport” donosiła, że Genoa była w stanie wyłożyć na Rudniewa aż 7 mln euro! Byłby to absolutny rekord Ekstraklasy (obecny – 5,25 mln euro – należy do Adriana Mierzejewskiego, którego z Polonii Warszawa kupił turecki Trabzonspor).
Działacze Lecha zdecydowali jednak, że transakcja będzie korzystniejsza dopiero latem 2012 r. i, jak widać, mocno się przeliczyli. W tym roku Łotysz, tak jak cały Lech, nie strzelił jeszcze żadnego gola i ciężko będzie poznaniakom wytargować od potencjalnego kontrahenta nawet 5 mln euro, czyli tyle, ile KKS łącznie zarobił na transferze Roberta Lewandowskiego do Borussii Dortmund.
Rudniew jest ostatnią finansową deską ratunku dla Kolejorza, bo oprócz niego w kadrze zespołu trenera Mariusza Rumaka nie ma innych piłkarzy, na których można by ewentualnie zarobić.
Całość artykułu w piątkowej "Gazecie Polskiej Codziennie"
