W Europie Zachodniej izby wytrzeźwień znane są m.in. z raportu „2009 Travel Trends Report". Polska wytrzeźwiałka jest tam nazwana specjalną kliniką, w której za wysoką opłatą można zostać poddanym badaniom. Jeszcze dalej idą brytyjskie tabloidy, nazywające izby przepełnionymi celami, w których wylęgają się choroby. Straszą też rozbieraniem do naga, polewaniem lodowatą wodą i przypinaniem pasami do łóżek.
Rachunek za pobyt w izbie wytrzeźwień wynosi 250 zł. Pracownicy mają obowiązek zabezpieczyć kwotę z pieniędzy znalezionych przy przywiezionym do izby oraz mają prawo do zarekwirowania wartościowych przedmiotów na poczet rachunku.
– Już od dawna nie polewa się wodą – mówi „Codziennej" Sławomir Kunkel z gdańskiego Pogotowia Socjalnego, które zastąpiło tamtejszą izbę wytrzeźwień. – Możemy zapiąć w pasy lub kaftan bezpieczeństwa. Do tego ostatniego potrzebna jest jednak „miękka sala", znana z filmów o szpitalach psychiatrycznych. W Gdańsku takiej nie ma – dodaje.
Gdańskie pogotowie jest tańsze niż warszawska izba (40 zł za pobyt), jednak dysponuje tylko 30 miejscami. To niewiele, ponieważ już teraz obłożenie wynosi średnio 25 pijanych na dobę. – Trwają rozmowy z miastem, by zorganizować dodatkowe 20 miejsc – mówi Kunkel. Dodaje, że miasto skierowało pracowników pogotowia na specjalne kursy języka angielskiego.
Stołeczna wytrzeźwiałka przy ul. Kolskiej dysponuje 142 miejscami. Teoretycznie, ponieważ nieletni i kobiety muszą przebywać w osobnych salach, które są w takim wypadku wyłącznie dla nich. Biorąc pod uwagę to, że tylko z Rosji może przyjechać kilkadziesiąt tysięcy fanów, liczba miejsc w izbie wytrzeźwień zdaje się niewystraczająca.
– Nasi pracownicy zostaną przeszkoleni. Opracowaliśmy dla nich „rozmówki" w sześciu językach i zapisie fonetycznym. Chodzi o to, by tłumaczyć zagranicznym kibicom, dlaczego tu się znaleźli – mówi „Codziennej" Krzysztof Wojciechowski ze Stołecznego Ośrodka dla Osób Nietrzeźwych.
Izby wytrzeźwień są również na Ukrainie. Jednak i wschodni sąsiedzi nie mają czym się chwalić. Kijowska placówka zlokalizowana jest w celach w więzieniu Łujkanowskim i jak podaje brytyjski tabloid „Daily Mirror", od 1863 r. nie przechodziła większego remontu. Gazeta straszy, że zdarzają się tam wypadki zarażenia groźnymi chorobami, takimi jak gruźlica, a brutalność strażników jest taka, że pobyt może się zakończyć śmiercią.
