Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Sport

Koniec ŁKS Łódź

Zawirowań wokół ŁKS Łódź ciąg dalszy. W sobotę swoje walizki spakował trener Ryszard Tarasiewicz. Niektórzy mówią, że uciekł, inni, że został zwolniony.

Autor:

Zawirowań wokół ŁKS Łódź ciąg dalszy. W sobotę swoje walizki spakował trener Ryszard Tarasiewicz. Niektórzy mówią, że uciekł, inni, że został zwolniony. Wczoraj pierwszym szkoleniowcem został Tomasz Arteniuk. – Jednym słowem kabaret. Aż żal mi patrzeć na to, co się dzieje z moim ukochanym klubem – mówi przejęty Jan Tomaszewski.

Zdaniem byłego bramkarza dla ŁKS jest tylko jeden ratunek. – Jeśli nic się nie zmieni, trzeba wycofać się z Ekstraklasy. Co z tego, jeśli uda się zdobyć środki na najbliższe kilka miesięcy funkcjonowania. Za chwilę problem znów się pojawi. Chyba najlepszym rozwiązaniem będzie ogłoszenie upadłości klubu – zastanawia się były reprezentant Polski, a obecnie poseł PiS.

Gdyby łodzianie nie przystąpili do rozgrywek, czekałoby ich przesunięcie o przynajmniej dwie klasy rozgrywkowe. – Podobną drogę przeszły Lechia Gdańsk, Pogoń Szczecin czy GKS Katowice. To dobry sposób na oczyszczenie się z długów i budowanie klubu na solidnych fundamentach – twierdzi Tomaszewski.

Bo na razie w ŁKS wszystko stoi na głowie. W sobotę z Łodzi wyjechał Ryszard Tarasiewicz. – Wcale mu się nie dziwię. Miał firmować własnym nazwiskiem to, co się dzieje w klubie? I tak podziwiam go, że wytrzymał aż tak długo – uważa Tomaszewski. Rejteradę „Tarasia” nie wszyscy przyjęli z taką wyrozumiałością. Kubeł pomyj wylał na niego Marcin Mięciel. Zarzuca mu, że nie powinien jak szczur uciekać z tonącego okrętu. Tarasiewicz na razie nie komentuje sprawy, a dzisiejszy trening ma poprowadzić Tomasz Arteniuk. Będzie już szóstym szkoleniowcem łodzian w tym sezonie.

Skąd się wzięły problemy ŁKS? – Widzę tutaj jakiś wielki przekręt, w który zamieszana jest pani prezydent Zdanowska. Zarówno ona, jak i firma Tila, większościowy udziałowiec klubu, znają zawodowy futbol tylko z komiksów – uważa Tomaszewski.

Niedawno klub wyrzucił do Młodej Ekstraklasy 10 piłkarzy. To miało ich zmusić do rozwiązania kontraktu i zrzeczenia się zaległości. A te opiewają ponoć na blisko 11 mln zł – ŁKS, składając wniosek licencyjny, udowodnił, że jest wypłacalny. - Jak to możliwe, że po kilku miesiącach wisi aż tyle kasy? – zastanawia się Tomaszewski. Działacze drużyny z alei Unii wymyślili, aby rozłożyć zaległości wobec zawodników na siedem lat. – A czemu nie na 70? Część z nich może by już nie dożyła i problem rozwiązałby się sam – dodaje ironicznie nasz rozmówca.

Ostatnim pomysłem na ratowanie klubu było utworzenie fundacji. – Jeśli zbierze się przynajmniej 4 tys. osób, które wpłacą po 500 zł, to dogramy wiosnę. W przeciwnym razie nie przystąpimy do rozgrywek – zapowiedział prezes ŁKS Filip Kenig. – Coś mi tu śmierdzi. Przecież z samych praw telewizyjnych do klubowej kasy wpłyną 3 mln zł, czyli o milion więcej, niż zdaniem Keniga potrzebuje klub – zauważa Tomaszewski.



Autor:

Źródło:

NAJNOWSZE Sport