Piątek jest ostatnim dniem kampanii przed II turą wyborów prezydenta Krakowa. Od północy zacznie obowiązywać cisza wyborcza, która potrwa do zakończenia głosowania w niedzielę. Krakowianie będą wybierać nowego włodarza między radnym miejskim Łukaszem Gibałą a senator KO Moniką Piątkowską.
Początkowo sztaby uzgodniły termin jedynej planowanej debaty kandydatów przed drugą turą przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa na czwartek. Do spotkania jednak nie doszło, ponieważ każdy z kandydatów zaprezentował różne wizje przebiegu debaty – Piątkowska chciała, aby pytania zadawali wszyscy zainteresowani dziennikarze i nawzajem kandydaci, z kolei Gibała opowiadał się za wymianą pytań tylko pomiędzy kandydatami.
Wobec tej sytuacji w piątek Piątkowska zapowiedziała debatę na Rynku Głównym i zaprosiła na nią Gibałę, który jednak się nie pojawił.
- Zabrakło odwagi, żeby stanąć przed dziennikarzami i mieszkańcami w świetle reflektorów – skwitowała kandydatka.
Dziś do faktu debaty Łukasz Gibała odniósł się na antenie TV Republika.
- To była dziwna sytuacja. Kilkanaście godzin przed debatą zostałem poinformowany przez sztab kontrkandydatki, że proponują debatę na Rynku Głównym o takiej i takiej godzinie, bez podawania szczegółów. Ja uważam, że Krakowianie zasługują na poważną debatę, a to, co zrobiono, to raczej był rodzaj show medialnego, cyrku
- ocenił Gibała.
Kandydat bezpartyjny wspomniał, że tydzień temu zaproponował kontrkandydatce, że "możemy w dowolnym czasie spotkać się porozmawiać, wzajemnie zadając sobie pytania, żeby moderator odmierzał tylko czas i żeby nie było żadnych pomocy, ew. notatki".
- Pani Piątkowska nie chciała się zgodzić. Chciała, by pytania zadawali dziennikarze. Gdy powiedziałem, że nie chcę różnicować dziennikarzy, to ona się upierała, że wskaże 10 stacji telewizyjnych i żebym ja wskazał 10 stacji i potem będziemy negocjować. którzy będą mogli zadawać pytania, które nie. Nie zgodziliśmy się, tu negocjacje się urwały i potem był dyktat, że mamy przyjść o tej i o tej godzinie na Rynek Główny, a jak nie, to znaczy, że "pan, panie Łukaszu stchórzył" - wskazał Łukasz Gibała.