Karol Nawrocki rozpoczął wystąpienie od sytuacji polskich rodzin, które – jak mówił – przed jesienią i zimą zastanawiają się, czy wystarczy im pieniędzy na rachunki, paliwo, prąd, gaz, węgiel czy pellet.
Prezydent podkreślał, że wysokie ceny paliw wpływają nie tylko na kierowców, ale również na ceny transportu, żywności i materiałów budowlanych.
– Państwo nie może odpowiadać na te pytania kolejną polityczną awanturą, bo od tego paliwo nigdy nie stanie się tańsze, a żaden rachunek nie zrobi się niższy – mówił Nawrocki.
„Benzyna przekracza 8 zł, diesel przebił 9 zł”
Prezydent wskazywał na rekordowo wysokie ceny paliw. Dane z ostatnich tygodni potwierdzają, że ceny Pb95 przekroczyły 8 zł za litr, a olej napędowy poziom 9 zł.
Nawrocki przypomniał również wyborcze deklaracje dotyczące ceny benzyny na poziomie 5,19 zł za litr. - Obecny premier przekonywał, że wie, jak to zrobić i że to jest jedna prosta decyzja, że wystarczy obniżyć podatek VAT. Dziś jednak tych prostych decyzji jakoś nie może podjąć – mówił prezydent.
"Gdy trzeba było zorganizować nielegalne zaprzysiężenie wobec marszałka do kolumny, zaciągać miliardowe zobowiązania na pokolenia czy wprowadzać przywileje podatkowe dla par jednopłciowych, to nie byłem rządzącym do niczego potrzebny. Teraz sytuacja się zmieniła i trwa festiwal przerzucania odpowiedzialności, który jest wyłącznie politycznym spektaklem rządzących"
– stwierdził.
"Rząd woli zarabiać"
Prezydent przypomniał, że pierwszą ustawę dotyczącą nowego podatku paliwowego skierował do kontroli konstytucyjnej. – Oczekiwałem opamiętania się rządu i przedstawienia poważnego projektu, który realnie rozwiązuje problem – powiedział.
Jak dodał, później sam zaproponował rozwiązanie dotyczące marż koncernów paliwowych. – Przedstawiłem ustawę obniżającą marżę, czyli zyski koncernów paliwowych. Taki mechanizm oznaczałby natychmiastowy spadek ceny paliwa o ponad 2 zł na litrze – przekonywał.
"Marszałek Sejmu jednak mrozi ten projekt. Zamiast obniżania cen rząd woli zarabiać na podatkach od paliw, bo olej napędowy po 9 zł to więcej pieniędzy w budżecie z VAT-u i większy zysk dla Orlenu, który potem wypłaci ministrowi finansów solidną dywidendę"
– powiedział.
Według Nawrockiego dodatkowe dochody budżetowe są „rzeczywistym powodem zwlekania z wprowadzeniem pakietu obniżki cen”. – Przecież rząd mógłby dzisiaj, bez nowych przepisów ustawowych, obniżyć ceny na stacjach, tak jak zrobił to w sierpniu i wcześniej wiosną – przekonywał.
"Polska dochodzi do finansowej ściany"
Dużą część orędzia prezydent poświęcił sytuacji finansowej państwa. – Polska dochodzi dziś do finansowej ściany – powiedział.
Nawrocki odniósł się m.in. do decyzji agencji Moody's dotyczącej ratingu Polski. – Ostatnia agencja Moody's obniżyła Polsce rating, czyli ocenę naszej wiarygodności, na którą pracowaliśmy przez 35 lat. Efekty tej decyzji będą bolesne, bo oznaczają droższe pożyczanie pieniędzy przez państwo i niebezpieczeństwo dla wielu inwestycji – mówił.
"Polski cud gospodarczy zaczyna być podważany i w obliczu obecnego rządu staje się poważnie zagrożony. W ciągu ostatnich trzech lat zbliżyliśmy się do wszystkich progów ostrożnościowych, a niektóre już wprost przekraczamy. Ostrzega przed tym nawet powołana przez większość rządową Rada Fiskalna – powiedział.
Prezydent wskazał, że obecnie dochody z podatków są niższe od zakładanych, a dziura budżetowa po sierpniu to ponad 150 miliardów złotych. - Po dobrym czasie, gdy były środki na inwestycje samorządowe, na ochronę zdrowia, na wsparcie dla rodzin i seniorów, zbliżamy się do momentu, kiedy zaczyna brakować na wszystko. Dziś nie ma środków na reakcje na rynku paliw i dla szpitali, a jutro może zabraknąć na zbrojenia i wypłaty emerytur. To efekt błędnej polityki która wymaga wyciągnięcia odpowiedzialności – powiedział.
"Ten rząd w ciągu czterech lat zwiększa nasze zadłużenie o ponad bilion złotych. To ponad 26 tysięcy złotych długu na każdego Polaka: na pracownika, na emeryta, na rolnika i na przedsiębiorcę. Także na dziecko, które urodziło się dzisiaj w polskiej rodzinie i jeszcze nie zdążyło wypowiedzieć słowa „mama”, a obecny rząd już dopisał mu dług na 26 tysięcy"
– stwierdził.
Zdaniem prezydenta, niebawem na jego biurko w najbliższym czasie trafią kolejne propozycję podwyższenia nawet kilkunastu podatków. – Obywatel nie może być zakładnikiem i bankomatem rządzących. A ja nie pozwolę na zasypywanie katastrofy finansowej rządu środkami wprost z kieszeni obywateli – zadeklarował.
Ustawa o nadmiarowych zyskach koncernów
Prezydent oznajmił, iż każda jego decyzja jest zapisana w zdaniu: po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy. Ogłosił podpisanie ustawy dotyczącej nadmiarowych zysków koncernów paliwowych. - Zakończę proces ustawiania Polaków w roli politycznych zakładników – oświadczył.
Jednocześnie zaznaczył, że podpisanie ustawy nie oznacza wycofania jego wcześniejszych zastrzeżeń dotyczących niekonstytucyjności.
Konkretne oczekiwania
Nawrocki postawił też rządowi konkretne oczekiwania. – Obniżki na stacjach mają nastąpić od razu i powinny doprowadzić ceny paliw do poziomu obiecanego Polakom w kampanii wyborczej. Każda złotówka pozyskana dzięki tej ustawie musi zostać wydana na obniżenie cen paliw. Nie za miesiąc, nie po następnej politycznej awanturze, nie za tydzień czy dwa. Paliwo ma być tańsze teraz – powiedział.
Prezydent zapowiedział, że będzie domagał się utrzymania tych rozwiązań do czasu, aż ceny paliw wrócą – jak mówił – „do poziomu bezpiecznego dla społeczeństwa”.
Nawrocki przekazał również, iż oczekuje, że środki trafią bezpośrednio do rolników. – Wiem, jak ogromnym obciążeniem dla polskiej wsi są wysokie ceny paliw. Dlatego oczekuję zwiększenia zwrotu za paliwo rolnicze do poziomu pozwalającego przywrócić opłacalność produkcji – dodał.
Prezydent wezwał również Sejm do rozpoczęcia prac nad jego projektem ustawy. – Zamiast nieudanej protezy musi powstać system gwarantujący niższe ceny na stacjach – powiedział.
Zapowiedział także, że zwróci się do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie ustawy w kolejnym trybie. – Rząd ma prawo proponować swoją politykę, prezydent ma prawo ją oceniać. Ale rachunku za polityczne błędy nie można po prostu położyć na stole polskiej rodziny i powiedzieć: „teraz wypłacicie” – mówił.