Pełnomocnik prezydenta miasta ds. dzieci i młodzieży Agata Kobylińska powiedziała, że pomysł uruchomienia telefonu pojawił się, gdy rząd zdecydował o wprowadzeniu czerwonej strefy w Łodzi, a co za tym idzie o wysłaniu młodzieży ze szkół ponadpodstawowych na zdalne nauczanie. To – jak przyznała – oznaczało, że rzesza 21 tys. młodych ludzi przeszła "spod codziennej opieki placówek na naukę w domach".
Zwróciła uwagę, że od poniedziałku również dzieci od IV do VIII klasy szkół podstawowych zostały w domach i przeszły na zdalne nauczanie, co daje w sumie ok. 48 tys. uczniów.
"Pod tym numerem uczeń, który jest na zdalnym nauczaniu, może zgłosić każdy swój problem: z brakiem dostępu do sprzętu potrzebnego do nauki, z brakiem posiłku czy z innymi trudnymi dla niego sytuacjami"
– poinformowała Kobylińska.
Zwróciła uwagę, że informacja o uruchomieniu telefonu trafiła też na Librusa, czyli platformę do kontaktu między szkołami a rodzicami i dziećmi.
Zastępca dyrektora Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi Piotr Rydzewski zapewnił, że ośrodek jest gotowy do pomocy, gdy okaże się, iż dzwoni młody człowiek, który mówi, że dziś nie zjadł posiłku.
"Kuchnie w szkołach i przedszkolach działają. Gotują dla młodszych dzieci, które cały czas korzystają z placówek. Tu będzie można przygotować obiad dla naszego potrzebującego ucznia. Będzie mógł go odebrać opiekun dziecka. A jeśli nawet nie będzie mógł, znajdziemy rozwiązanie, by żadne dziecko, które się do nas zgłosi nie zostało głodne"
– powiedział.
Kobylińska przyznała, że rozmawiała też z łódzką policją o rozwiązaniach, które będzie można wprowadzić w życie, gdy na telefon wsparcia zadzwoni młody człowiek, by poinformować o sytuacji zagrażającej jego bezpieczeństwu.
"Szkoły przygotowują się zaś na rozwiązanie problemu z dostępem do własnego sprzętu pozwalającego na zdalne nauczanie. Placówki są gotowe, by wypożyczać uczniom komputery do domów. W takiej sytuacji po prostu dzwonimy do dyrektora naszej szkoły i zgłaszamy problem"
– wyjaśniła.