Oba zespoły przystępowały do środowego, zaległego spotkania ekstraklasy po okresie, w którym musiały zmagać się z zakażeniami koronawirusem SARS-CoV-2. Dla Anwilu był to drugi mecz po przymusowej przerwie w rozgrywkach. Dziesięć dni temu włocławianie przegrali na wyjeździe z Polskim Cukrem Toruń. MKS w lidze nie grał od 4 października.
Gospodarze przystąpili do rywalizacji osłabieni, gdyż z powodu kontuzji nie mogą grać Ivan Almeida oraz Przemysław Zamojski. W trybie nagłym do klubu ściągnięto (na razie na miesiąc) Rotneia Clarka. Ten doświadczony zawodnik pokazał się w środę z niezłej strony, ale gra włocławian niezwykle falowała. Na przerwę gospodarze schodzili, prowadząc 42:32, a później wygrywali nawet 17 punktami. Goście nie zamierzali się jednak poddawać i na kilka sekund przed końcem regulaminowego czasu gry wyrównali. W dogrywce zachowali zdecydowanie więcej zimnej krwi i zasłużenie wyjeżdżają z Kujaw z pierwszą ligową wygraną w sezonie.
"Nie mam za dużo do powiedzenia. Chciałbym przeprosić. Myślę, że wypuściliśmy zwycięstwo z naszych rąk. Niektórzy zawodnicy troszeczkę nie dorośli do tego poziomu. To czas, kiedy będę się temu bacznie przyglądał i będę chciał wyciągnąć jak najszybciej wnioski"
- powiedział po spotkaniu wyraźnie zirytowany postawą swoich podopiecznych trener Woźniak.
Dodał, że zachowanie niektórych jego zawodników w ostatnich minutach regulaminowego czasu gry ocenia jako "katastrofalne".
"Zobaczymy, co będzie i co czas przyniesie, ale coś będzie musiało się w tym zespole wydarzyć, żeby to wszystko zaczęło funkcjonować" - podkreślił trener.
Anwil przegrał 5 z 8 dotychczasowych meczów ekstraklasy, a dodatkowo dał się ograć zespołowi, który miał w lidze bilans 0-6.
McKenzie Moore powiedział, że czuje się bardzo źle w kontekście tego, jak mają się zapewne kibice Anwilu po tej porażce, jak również biorąc pod uwagę trenerów zespołu, którzy wykonali swoją pracę.
"Nie do zaakceptowania jest sposób, w jaki wszedłem w to spotkanie" - podkreślił gracz gospodarzy.
Zespół z Włocławka przestrzelił w meczu z MKS-em 13 rzutów osobistych. Deishuan Booker, który prezentował się z dobrej strony w wielu meczach, nie trafił w środę ani jednego rzutu z gry. Wiele do życzenia pozostawiała także postawa Moore'a, który trafił do kosza z gry 3 razy na 14 prób.
Szkoleniowiec gości Alessandro Magro był bardzo zadowolony z postawy swojej drużyny w pojedynku z Anwilem.
"To był dla nas bardzo trudny mecz, bo przebywaliśmy przez ostatnie tygodnie na kwarantannie. Dwa dni trenowaliśmy tylko 5 na 5. Przez całe spotkanie mieliśmy dzisiaj jednak wielką chęć wygranej. Nie poddaliśmy się, nawet przegrywając wyraźnie, kilkunastoma punktami. Nasza drużyna jest dużo lepsza niż dotychczasowy bilans 0:6. Jesteśmy super szczęśliwi po zwycięstwie z Anwilem. Może będzie to dla nas restart sezonu"
- powiedział trener Magro.
W zespole MKS-u świetną partię rozegrał Lee Moore, który zanotował 32 punkty. Bardzo dobre zawody rozegrali także Sacha Killeya-Jones - 21 pkt i Elijah Wilson 18 pkt.
Pusta Hala Mistrzów — z uwagi na obostrzenia związana z epidemią — w niczym nie przypominała obiektu, który na co dzień tętni życiem. Fani zawsze byli dodatkowym graczem gospodarzy, a bez nich w środę Anwil nie odniósł zwycięstwa pomimo tego, że prowadził przez zdecydowaną część spotkania.