Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Tragedia 3,5-latka i jego rodziny. Chłopiec zmarł po błędnej diagnozie

Jeszcze we wtorek bawił się w przedszkolu. Dwa dni później już nie żył. 3,5-letni Kacper trafił do Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim z wymiotami i silnym bólem brzucha. Lekarze podejrzewali zakażenie meningokokowe, jednak sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci była niedrożność jelit.

O sprawie informuje "Gazeta Wyborcza". Jak czytamy w tekście, objawy u chłopca pojawiły się nagle i szybko narastały. Kacper miał gorączkę, wymiotował, a jego ból brzucha stawał się coraz silniejszy. Zaniepokojony ojciec wezwał karetkę. Według jego relacji początkowo polecono mu samodzielnie zawieźć syna do szpitala. Ostatecznie jednak ratownicy przyjechali i chłopiec trafił do placówki w Grodzisku Mazowieckim.

Na SOR-ze odnotowano podwyższone tętno, bladość i ból brzucha. Mimo pogarszającego się stanu dziecka nie wykonano wówczas badań obrazowych. Gdy Kacper zaczął tracić przytomność i pojawiły się objawy wstrząsu, podano mu tlen, kroplówki i antybiotyk. Po chwilowej poprawie zdecydowano o pozostawieniu go na obserwacji.

W nocy stan chłopca ponownie gwałtownie się pogorszył. Kacper stracił przytomność, a personel rozpoczął reanimację, która trwała około dwóch godzin. 24 września o godz. 5.26 lekarze stwierdzili jego zgon.

Prawdziwa przyczyna śmierci

Początkowo rodzinę poinformowano, że przyczyną śmierci była sepsa meningokokowa. Badania bakteriologiczne nie potwierdziły jednak tego zakażenia. Sekcja zwłok wykazała niedrożność jelit spowodowaną zadzierzgnięciem jelita cienkiego, które doprowadziło do martwicy, wstrząsu i śmierci dziecka.

Ojciec usłyszał od ordynator oddziału pediatrii, że nawet prawidłowe rozpoznanie mogłoby nie uratować dziecka, ponieważ do szpitala trafiło zbyt późno. Mężczyzna nie zgadza się z takim wyjaśnieniem. Podkreśla, że informował personel o silnym bólu brzucha syna, a mimo to nie wykonano wcześniej badań obrazowych, które mogłyby ujawnić niedrożność.

Lekarka z SOR-u wyjaśniała, że w nocy w szpitalu nie było radiologa. Lekarze medycyny ratunkowej są jednak przeszkoleni w wykonywaniu podstawowych badań USG. Takie badanie u Kacpra przeprowadzono dopiero podczas reanimacji.

Problemem miał być również transport do specjalistycznego szpitala dziecięcego. Wymagał on odpowiednio wyposażonej karetki z lekarzem, a oczekiwanie na jej przyjazd mogło potrwać nawet godzinę.

Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, w dokumentacji medycznej pojawiły się rozbieżności dotyczące objawów i czasu podania tlenu. Ojciec zwracał również uwagę na sinicę centralną, rozpoznaną dopiero po śmierci syna. Jego zdaniem tak poważny objaw powinien był skutkować natychmiastową reakcją. 

Badania obrazowe priorytetem

Prof. Beata Jurkiewicz, konsultant krajowa w dziedzinie chirurgii dziecięcej, podkreśliła, że w przypadku zadzierzgnięcia jelita u dziecka wymagana jest natychmiastowa interwencja chirurgiczna. Kluczowe w tym przypadku ma być właśnie szybkie wykonanie badań obrazowych. 

Zwraca jednak uwagę, że nawet w przypadku właściwego rozpoznania przyczyny, szpital powiatowy bez oddziału chirurgii dziecięcej nie był w stanie udzielić chłopcu odpowiedniej pomocy.

 

Źródło: niezalezna.pl, medonet.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska