Zdaniem prokuratury do przestępstwa miało dojść w latach 2008-2015. Sprawa wyszła na jaw w 2016 r., kiedy jedna z pacjentek lekarza postanowiła drogą elektroniczną sprawdzić w Zintegrowanym Informatorze Pacjenta, z jakich świadczeń medycznych skorzystała podczas ginekologicznego leczenia, ile Narodowy Fundusz Zdrowia zapłacił za to lekarzowi i ile wynosiła refundacja przepisanych leków.
"Z informacji NFZ wynikało, że tylko w ciągu jednego dnia kobieta odbyła ponad 100 badań ginekologicznych i to w dwóch różnych miejscach"
– powiedział prokurator Ireneusz Kaźmierczak.
Kobieta napisała do NFZ w Poznaniu skargę, w wyniku czego przeprowadzono kontrolę dokumentacji medycznej prowadzonej przez ginekologa. Po kontroli o sprawie zawiadomiono prokuraturę.
"Śledztwo wykazało, że wiele badań było niemożliwych do wykonania przez lekarza. Jednym z jego pacjentów miał być nawet mężczyzna"
– powiedział prokurator.
Z dokumentacji medycznej ginekologa wynikało też, że wykonywał dziennie po 60 różnych badań jednej pacjentce. Niektóre kobiety były u doktora tylko raz, tymczasem w dokumentacji prowadzonej przez oskarżonego widniały w rejestrze jako jego wieloletnie stałe pacjentki.
Jak się okazało, większość badań, które na ich nazwisko lekarz wykazywał w sprawozdaniach, by otrzymać refundację z NFZ, nie była wykonywana. W dodatku poza refundacją kosztów ginekolog pobierał od pacjentek opłaty w ramach prywatnej wizyty.
"W sprawie przesłuchano 3000 kobiet. Nieprawidłowości dotyczą 1300 pacjentek i tyle zostanie przesłuchanych przez sąd"
- powiedział prokurator Ireneusz Kaźmierczak.
Zdaniem prokuratury, lekarz wyłudził w ten sposób z funduszu prawie pół miliona złotych.
Ginekolog usłyszał też zarzut nakłaniania pacjentek do składania fałszywych zeznań. Miał je namawiać, żeby podczas przesłuchania w prokuraturze powiedziały, że odbyły wszystkie wynikające z jego sprawozdań medycznych badania i nie płaciły za nie.
Prokurator odczytał akt oskarżenia bez obecności oskarżonego w sądzie.
Oskarżony lekarz odmówił składania wyjaśnień na etapie postępowania prokuratorskiego. Jego obrońca nie chciał komentować sprawy.
W poniedziałek przed sądem swoje zeznania złożyła współwłaścicielka przychodni lekarskiej, która zatrudniała lekarza. Świadek powiedziała, że rozmawiała z lekarzem na temat świadczonych przez niego usług.
"Zadzwonił do mnie z pretensjami, że go nie poinformowałam o kontroli NFZ, bo chciał pożyczyć kartoteki. A przecież lekarz nie może wynosić dokumentacji na zewnątrz" – oświadczyła.
Akta sprawy liczą 43 tomy. Za zarzucane lekarzowi czyny grozi do 10 lat więzienia.