Sędzia Renata Folkman nie pozostawiła wątpliwości co do oceny zachowania oskarżonego. Jak podkreśliła, Sebastian M., traktując drogę publiczną jak tor wyścigowy, doprowadził do zderzenia, w którym zginęli Patryk, Martyna i ich syn Oliwier.
– Oskarżony, dysponując stuningowanym samochodem i po zdjęciu fabrycznie blokującego prędkość na 250 km/h ogranicznika prędkości, jadąc autostradą z prędkością pojazdu wyścigowego, w sposób skrajnie rażący łamał przepisy ruchu drogowego i wszelkie zasady regulujące bezpieczeństwo w tym ruchu – uzasadniała sędzia.
Zwróciła uwagę, że kierowca nie działał pod wpływem impulsu. Wcześniej, wraz ze swoim pracownikiem, rozpędził auto do 304 km/h. – Rażąco lekkomyślnie zakładał, że tak jak we wcześniejszej próbie (…), nic się nie stanie – mówiła.
Kodeks nie pozwalał na więcej
Sąd wymierzył karę maksymalną. Czyn Sebastiana M. został zakwalifikowany jako wypadek drogowy ze skutkiem śmiertelnym, za który w chwili jego popełnienia groziło do 8 lat pozbawienia wolności. Właśnie dlatego sędzia zdecydowała się na słowa, które wykraczają poza samo rozstrzygnięcie.
Sprawa ta pokazuje, że de lege ferenda zasadna może okazać się potrzeba rozważenia regulacji dających podstawy do surowszej odpowiedzialności dla kierujących łamiących przepisy dotyczące bezpieczeństwa na drogach publicznych w sposób maksymalnie rażący, wykorzystujących drogi publiczne do rajdowania, zwłaszcza kiedy skutkiem takich zachowań jest śmierć innych ludzi, których jedyną winą jest to, że mieli nieszczęście znaleźć się na drodze takiego kierowcy
– mówiła sędzia Folkman.
Określenie de lege ferenda oznacza postulat dotyczący prawa, które dopiero powinno zostać uchwalone. To wyraźny sygnał skierowany do ustawodawcy.
Sąd poszedł jeszcze dalej. Zwrócił uwagę, że do rozważenia jest także kwestia, czy prawo nie powinno zakazywać ingerencji polegającej na zwiększaniu mocy samochodów oraz usuwaniu ogranicznika prędkości montowanego przez producenta. W tej sprawie to właśnie zdjęcie blokady pozwoliło BMW osiągnąć prędkość, jakiej nie przewidział nawet producent.
Tragedia pod Sierosławiem
Do wypadku doszło 16 września 2023 roku na autostradzie A1, na wysokości wsi Sierosław, na jezdni w kierunku Katowic. Prowadzone przez Sebastiana M. BMW uderzyło w Kię, która odbiła się na bariery energochłonne i stanęła w płomieniach. Podróżujące nią małżeństwo i ich pięcioletni syn zginęli na miejscu.
Z ustaleń biegłych wynika, że BMW pędziło z prędkością od 315 do 329 km/h. Kia jechała w tym czasie z włączonym tempomatem, z prędkością około 140 km/h. Oznacza to, że samochód oskarżonego poruszał się ponad dwukrotnie szybciej niż auto rodziny.
Pytanie do polityków
Wyrok zamyka jeden z najgłośniejszych procesów drogowych ostatnich lat, ale debata, którą otworzyła sędzia, może dopiero się zacząć. Słowa o konieczności zmiany przepisów padły z sali sądowej, a nie z mównicy sejmowej, co rzadko się zdarza. Teraz piłka jest po stronie ustawodawcy: czy kierowcy, którzy świadomie zamieniają autostrady w tor wyścigowy, powinni odpowiadać tak jak sprawcy zwykłych wypadków?