Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Pełzający autorytaryzm Tuska. Maciejewski w "Gazecie Polskiej" o pełnym przejęciu kontroli nad państwem

To już nie są hałaśliwe koszary, w których zwolennicy przyszłego dyktatora wzywają na alarm żołnierzy do przeprowadzenia zamachu stanu. Od kilku dekad narasta w krajach słabej demokracji system wprowadzania miękkiej dyktatury za pomocą istniejących instytucji przejmowanych na różne sposoby. A i tutaj są podobieństwa do dawnych wojskowych zamachów stanu. Polska właśnie przeżywa taki eksperyment - pisze Jakub Maciejewski w "Gazecie Polskiej".

Wbrew filmom, opowieściom i podręcznikom do historii zamachy stanu nie wstrząsały społeczeństwem od razu. Największy przewrót polityczny świata – dojście bolszewików do władzy – był niezauważalny nawet na ulicach obok przejmowanych gmachów: po szynach stolicy jeździły tramwaje, damy spacerowały z pieskami, na ulicach sprzedawano napoje i przekąski. Więcej, nawet w gmachach rządowych nie bardzo odczuwano zamach stanu.

Richard Pipes opisywał, jak urzędnicy przychodzili do swoich gabinetów, zastawali co prawda nowego szefa i kilka zmian personalnych, ale na swoich biurkach mieli do rozpatrywania nadal te same dokumenty. 

Instrukcja zamachu stanu

Z badań nad licznymi przewrotami, tak zwięźle podsumowanymi przez Edwarda Luttwaka, wiemy, że przejęcie kontroli nad państwem – bez względu na ustrój, epokę czy charakter przewrotu – zawsze ma takie same elementy. Autor „Zamachu stanu" wskazuje, że najpierw natychmiast trzeba przejąć (fizycznie, nie formalnie) trzy instytucje – siedzibę władzy politycznej, resorty siłowe i główne ośrodki nadawcze (radio i telewizja). Tusk wziął parlament 13 listopada (zaprzysiężenie posłów), Kancelarię Prezesa Rady Ministrów 13 grudnia (zaprzysiężenie rządu) i – niczym krok po kroku za instrukcją zamachu stanu – 20 grudnia z użyciem uchwały (która popłynęła z Sejmu), za pomocą policji (czyli resortów siłowych) przejął TVP, Polskie Radio i Polską Agencję Prasową. Poza władzą nowej ekipy pozostają – dla przeciwwagi, zgodnie z zasadami demokracji – Narodowy Bank Polski, Trybunał Konstytucyjny, Pałac Prezydencki i twór nieopisywany przez politologów – alternatywne, oddolnie zorganizowane ośrodki nadawcze: Telewizja Republika. W dotychczasowych zamachach stanu przejmowało się media i miało się spokój, nie było tak, że obok wyrastały drugie, zdeterminowane, niezależne media.  

Wszystkie te cztery ośrodki stały się obiektem zapowiedzi przewrotu ze strony Donalda Tuska. 2 lipca 2022 roku premier mówił w Radomiu: „Adam Glapiński jest nie tylko niekompetentny, nie tylko nieprzyzwoity w tym, co robi. Adam Glapiński jest też nielegalny. Nie będzie ani dnia dłużej prezesem NBP. Nie trzeba będzie ustawy”. W sprawie Trybunału Konstytucyjnego polityk deklarował, że wprowadzi swoich sędziów, że nie jest żadną „ciotuleńką”, a pytany o łamanie prawa przez własnych zwolenników odpowiadał: „Grzeczny to już byłem”. Wywołuje to dezorientację w debacie publicznej, gdzie określenie „demokracja” musi nagle dostać imiesłowy uzupełniające („walcząca”), co kojarzy się przecież z łżedemokracjami typu „ludowe” czy „socjalistyczne”.

Z pomocą w zrozumieniu tego zjawiska przychodzą badania Ozana Varoli, amerykańskiego uczonego tureckiego pochodzenia, który wypromował określenie autorytaryzmu ukrytego (ang. stealth authoritarianism). Ma on polegać na „wykorzystywaniu mechanizmów prawnych, które istnieją w ustrojach demokratycznych, ale do celów antydemokratycznych”. Jeśli bowiem instytucje demokratyczne zostały stworzone w celu balansowania wzajemnych wpływów i weryfikacji zgodności działań politycznych z prawem i możliwościami, to przecież obsadzenie je ludźmi posłusznymi jednemu politykowi, pochodzącymi z tego samego wewnętrznego kręgu partyjnego rozbraja mechanizmy demokratyczne na rzecz właśnie autorytaryzmu ukrytego.

Zdaniem badaczy po zimnej wojnie liczba wojskowych zamachów stanu spada na rzecz wprowadzania autorytaryzmów o charakterze cywilnym – wiąże się to z wrażliwością międzynarodowej opinii publicznej, a także reakcjami społecznymi w samym państwie poddawanym antydemokratycznej obróbce. Generał Jaruzelski wprowadzający do studia „Wiadomości” prezenterów w mundurach raził w oczy, zaś minister Maciej Berek przebierający się z garnituru w sędziowską togę nie zbulwersuje większości społeczeństwa.  

Wzmożenie, usypianie, izolowanie

Zarządzanie społeczeństwem w dobie zamachu stanu też nie wymaga finezyjnych odkryć. Grupę bezkrytycznych zwolenników należy utrzymywać w stanie permanentnego wzmożenia, paniki moralnej wywołującej poczucie misji przeciwko nieokreślonemu złu. Po trzech latach rządów koalicji 13 grudnia już trudno nadążyć za tym, kto, skąd i na co konkretnie zrzuca tę amerykańską stonkę, która niszczy pola uprawne uśmiechniętej Polski. Czy jest to Zbigniew Ziobro w Stanach Zjednoczonych, Marcin Romanowski ukrywający się rzekomo w Naddniestrzu, Tomasz Sakiewicz rozmawiający z reklamodawcami Telewizji Republika, czy rektor Michał Sopiński zarządzający Akademią Wymiaru Sprawiedliwości. Wszędzie czai się „pisowskie zło”, wobec którego trzeba pozostawać czujnym. 

Największą część społeczeństwa wystarczy pozostawiać w marazmie. Nie chodzi bowiem o to, by wszyscy stali po stronie wodza, lecz by większość nie potrafiła sformułować wystarczająco wyrazistej diagnozy. Można nawet premiera krytykować w koncesjonowanych westchnieniach o nieporadności, pomyłkach, błędach, byle bez całościowego obrazu ukazującego rozmontowywanie polskiej suwerenności i represje wobec przeciwników. Ci ostatni też muszą być poddani konkretnej obróbce – odizolowani od reszty społeczeństwa już nie drutami kolczastymi obozów odosobnienia, a politycznym ostracyzmem, doprawianiem mu wizerunku podczłowieka. Politycy Koalicji Obywatelskiej mają zakaz nie tylko występowania w Telewizji Republika, lecz także używania wobec pracujących w naszej stacji, i spokrewnionych z nią mediach, określenia „dziennikarze”. Reklamodawcy nie mają oficjalnego zakazu współpracy z TVR, a jednak ich firmy znajdują się na listach proskrypcyjnych publikowanych w liberalnych mediach. „Te firmy złamały bojkot Republiki” – widniały nagłówki w dziesiątkach polskich mediów wiosną 2026 roku, gdy konserwatywnej stacji zaczęło przybywać partnerów biznesowych. Dziś wiemy, że jeden z najgorliwszych atakujących telewizję autorów, Szymon Jadczak, współpracuje z policją na niejasnych i niezgodnych ze standardami dziennikarskimi zasadach.

Przy agresywnych zwolennikach, społecznej dezorientacji i otoczeniu przeciwników kordonem informacyjnym można wprowadzać pozademokratyczne struktury władzy. I przy cichym wsparciu zagranicy.

Zagranica

Na przełomie września i października posłanka Kinga Gajewska z Koalicji Obywatelskiej rozdawała w podwarszawskim powiecie klucze do nowych ambulansów. Sama startuje z tamtego okręgu do parlamentu. Analogicznie Marcin Romanowski rozdawał wozy strażackie wiejskim gminom i dziś jest czarnym charakterem polskich mediów, wraz z organizowaniem mafijno-sensacyjnych happeningów w Sejmie, na których Romanowski zdaje się być Jamesem Bondem ukrywającym się w rosyjskich obozach koncentracyjnych. Te podwójne standardy są stosowane także przez Brukselę – przy najmniejszej wątpliwości prawnej dotyczącej rządu Zjednoczonej Prawicy organizowano w Brukseli posiedzenia obrony demokracji, ale przy kordonach policji wyprowadzających z TVP dziennikarzy Ursula von der Leyen pozostała w swoim janusowym uśmiechu. Polska doświadcza tu standardów Bułgarii – gdzie pogrążony w korupcji wieloletni rząd Boyko Borisova znajdował akceptację na europejskich salonach, gdyż jego partia GERB (Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii) należą w Brukseli do Europejskiej Partii Ludowej, czyli grupy Friedricha Merza, Ursuli von der Leyen i Donalda Tuska.

Przy przebudowywaniu państwa polskiego do podporządkowania go jednej sile politycznej nie potrzeba więc jednego uderzenia i zamachu stanu, który dałoby się jednorazowo pokazać w telewizyjnym studiu, lecz pacyfikowania ośrodków oporu – zarówno tych instytucjonalnych, jak i tych prywatnych (jak stacja telewizyjna). Naprzeciwko temu stają jeszcze ostatnie reduty niezależności (Trybunał Konstytucyjny, NBP), wolne media i współpraca ze Stanami Zjednoczonymi. Kluczowa będzie jednak postawa samych Polaków, bo nikt nie podaruje nam wolności za sam ładny uśmiech i chęć życia w demokratycznym kraju.

Źródło: Gazeta Polska

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska