Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie na skutek wniesionej skargi uchylił decyzję Wojewody Mazowieckiego o unieważnieniu paszportu ministrowi Zbigniewowi Ziobro. O decyzji poinformował w czwartek adwokat Adam Gomoła. Ziobro ma także uzyskać od wojewody zwrot kosztów postępowania sądowego.
"Rażące złamanie prawa"
Były minister sprawiedliwości do decyzji WSA odniósł się na antenie Telewizji Republika. Jak stwierdził, najlepszym komentarzem do niej jest samo uzasadnienie sądu, który "wskazał, że doszło do rażącego naruszenia przepisów prawa, które gwarantują podstawowe prawa polskiemu obywatelowi udziału w czynnościach administracyjnych, które każdego z Polaków dotyczą".
Zaznaczył, że "fundamentalnym prawem" każdego obywatela jest możliwość udziału w postępowaniu, które toczy się wobec niego. - Natomiast w tym wypadku, ta władza zdecydowała się uniemożliwić mi świadomie, z premedytacją uczestnictwo w tym postępowaniu poprzez nieuwzględnienie wniosków, jakie kierowałem, o możliwość zapoznania się z dokumentacją sprawy, o możliwość składania stosowanych wniosków, czy też oświadczeń o dalszym etapie postępowania, [...] więc doszło do rażącego złamania prawa - powiedział.
"To świadczy doświadczy o politycznym charakterze całego tego postępowania. O determinacji władzy, która jest gotowa - nie tylko w tym przypadku - ordynarnie łamać prawo, które w tym przypadku nie przysługiwało po to, by realizować swoje polityczne cele. Czyli instrumentalnie traktuje obszar prawnych kompetencji gwarancji uczciwego procesu po to, aby uzyskiwać cele polityczne"
– oświadczył.
Pierwszy raz po 89. roku
Jak przekazał, jest pierwszym obywatelem RP po 89. roku, którego władza "potraktowała w ten sposób w ramach postępowania karnego". - Nawet najgroźniejszych bandytów, zabójców, członków mafii, którzy uciekali za granicę... nikogo nie pozbawiano w ten sposób prawa do paszportu. Zrobiono to po raz pierwszy w stosunku do mojej osoby - powiedział.
"Zrobiono tak, jak to robiło się w okresie PRL-u. Jak to robiła Służba Bezpieczeństwa z podporządkowanym wówczas komunistycznym aparatem państwa do przedstawicieli polskiego opozycji"
– podkreślił.
Jego zdaniem, "najlepiej to chyba dowodzi", że "mamy do czynienia z powrotem praktyk politycznych komunistycznych w ramach rozprawienia się z polską opozycją". - Nie jest to pierwsze, jedyne, było bardzo wiele nadużyć prawa tym postępowaniu. Cała ta sprawa jest jednym wielkim nadużyciem. Natomiast fakt, że po 30 latach od odzyskania niepodległości po raz pierwszy władza sięga po narzędzia bezprawne, nielegalne - jak dzisiaj stwierdził sąd - które były wcześniej używane w okresie SB i władzy komunistycznej w stosunku do przedstawicieli opozycji jest chyba wymownym i symbolicznym faktem - stwierdził.