Do zbrodni doszło dwa lata temu w Sokółce (Podlaskie). Według ustaleń prokuratury, w czasie spotkania przy alkoholu doszło do kłótni, której powód nie do końca jest jasny. Oskarżony miał w ręku nóż z ostrzem o długości 10 cm; zadał swemu znajomemu z dużą siłą cios w lewą część klatki piersiowej, powodując zgon. Śledczy zarzucili mu działanie w zamiarze bezpośrednim zabójstwa.
Prokuratura chciała przed sądem pierwszej instancji kary 25 lat więzienia. Zapadł wyrok 15 lat, który zaskarżył obrońca, domagając się uniewinnienia, bo oskarżony ostatecznie się nie przyznał. Białostocki sąd apelacyjny odwołanie adwokata uznał za bezzasadne i apelację oddalił, wyrok utrzymując w mocy.
Niekonsekwentne wyjaśnienia oskarżonego nie były wiarygodne, krok po kroku obalone zostały zeznaniami świadków i opinią biegłego z zakresu badań śladów DNA - mówił w ustnym uzasadnieniu wyroku sędzia Jerzy Szczurewski.
Sąd apelacyjny zwracał uwagę, że skazany ostatecznie mężczyzna w śledztwie i procesie składał czterokrotnie wyjaśnienia, wciąż je zmieniając. Raz mówił, że nie wiedział co stało się znajomemu, ale sąsiadów prosił, by wezwali karetkę pogotowia do rannego ugodzonego nożem. Innym razem wskazał jako sprawcę zabójstwa innego, konkretnego mężczyznę (miał go widzieć z nożem w ręku), podczas gdy na nożu są ślady DNA jedynie oskarżonego i ofiary.
Sędzia Szczurewski mówił o linii obrony, przemyślanej i dostosowywanej do zebranych w sprawie dowodów. "Oskarżony ewidentnie, analizując proces toczący się w sprawie, linię obrony przygotował w oparciu o dostępny materiał dowodowy (...). Na tej ocenie i na tych wywodach, które absolutnie w tym materiale dowodowym pokrycia nie mają, zbudował tezę o niewinności i w tę niewinność sam tylko uwierzył" - dodał sędzia.
Karę 15 lat więzienia sąd uznał za sprawiedliwą, odpowiadającą stopniu winy i szkodliwości społecznej czynu.