Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Groził w banku bombą. Teraz usłyszał wyrok

Na rok i cztery miesiące więzienia skazał gdański sąd mężczyznę, który 23 października 2019 r. wszedł do jednego z banków w Gdańsku, blefując, że w swojej torbie sportowej ma bombę. Skazany ma też zapłacić 10 tys. zł nawiązki oraz 10 tys. zł na cele społeczne.

Autor:

Proces 31-letniego Dariusza F. rozpoczął się przed Sądem Rejonowym w Gdańsku we wtorek i trwał około pół godziny. Oskarżony przyznał się przed sądem do winy. Wyraził skruchę. Tłumaczył, że jest alkoholikiem. Prokuratura zażądała dla mężczyzny kary 1,5 roku więzienia. Obrona wniosła o wymierzenie oskarżonemu kary w zawieszeniu oraz orzeczenie wobec niego obowiązku poddania się terapii antyalkoholowej.

Sąd ogłosił wyrok, skazując F. na rok i cztery miesiące więzienia. Mężczyzna ma też zapłacić 10 tys. zł nawiązki na rzecz Skarbu Państwa oraz 10 tys. zł świadczenia finansowego na rzecz Funduszu Pomocy Postpenitencjarnej. Sąd zdecydował też, że wyrok zostanie podany do publicznej wiadomości w jednym z lokalnych dzienników.

Uzasadniając wyrok, sąd podał, że wina oskarżonego była bezsporna. "On sam zresztą przyznał się do niej" – podkreślił sąd, dodając, że przyznanie się przemawiało na korzyść oskarżonego w kwestii wysokości kary. Sąd przypomniał, że za czyn, którego dopuścił się mężczyzna, kodeks karny przewiduje od 6 miesięcy do 8 lat pozbawienia wolności. Sąd poinformował też, że przy ustaleniu wysokości kary na niekorzyść oskarżonego przemawiał z kolei fakt, iż F. był wcześniej karany (za znęcanie się nad bliskimi) oraz "wysoki stopień szkodliwości społecznej popełnionego czynu".

Sędzia zaznaczył, że kary roku i 4 miesięcy pozbawienia wolności "nie można uznać za karę nadmiernie surową". "Zagrożenie eksplozją materiału wybuchowego na sali obsługi klienta faktycznie nie istniało, ale zachowanie oskarżonego wywołało przekonanie o istnieniu takiego zagrożenia" – mówił sąd, podkreślając, że w banku przebywało wiele osób, a zachowanie oskarżonego pociągnęło za sobą konieczną interwencję "organów bezpieczeństwa i służb medycznych".

Ani oskarżonego, ani też jego obrońcy nie było w sądzie na ogłoszeniu wyroku. Prokurator Bożena Sobień-Bretes powiedziała dziennikarzom, że dopiero po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem oskarżenie będzie rozważać, czy wystosuje apelację w tej sprawie. "Wysokość orzeczonej kary tylko nieznacznie różni się od tej wnioskowanej przez urząd prokuratorski" – dodała prokurator.

23 października 2019 r. F. wszedł do jednego z banków w Gdańsku i poinformował, że w swojej sportowej torbie ma bombę. Pracownicy banku wezwali policję, a funkcjonariusze zatrzymali mężczyznę na miejscu zdarzenia. F. oskarżono o wprowadzenie w błąd instytucji użyteczności publicznej o istnieniu zagrożenia życia i zdrowia.

W czasie procesu, który miał miejsce we wtorek, F. mówił, że żałuje tego, co zrobił. „Nie wiem, co chciałem tym osiągnąć, szajba mi odbiła. To wszystko przez alkohol" - powiedział. Tłumaczył, że był już ok. 10 razy leczony z nałogu alkoholowego. W trakcie śledztwa wyjaśnił, że przed wejściem do banku wypił jedno piwo.

Nie wiedziałem, że to jest przestępstwo. Nie wiem, czemu wysiadłem z autobusu. Szedłem na piechotę i wtedy wpadłem na pomysł, że powiem, że jest bomba. Wszedłem do byle jakiego banku. Torbę postawiłem na ziemi. Wtedy powiedziałem: "jest bomba". Pani z banku chciała mnie wyprosić. Kazała mi wyjść. A ja nie wychodziłem, łaziłem z torbą. Po jakimś czasie sam wyszedłem, nie pamiętam, czy z torbą, czy bez. Ja od picia alkoholu mam zaniki pamięci. Jak tylko wyszedłem, to policjanci mnie obezwładnili i położyli na ziemię

- mówił podczas dochodzenia Dariusz F.

Autor:

Źródło: niezalezna.pl, PAP

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska