Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Fabryka dronów była celem dywersji. Dziennikarze przeprowadzili prowokację

Zlecenie było jasne - rosyjskojęzyczny werbownik proponował 30 tys. dolarów i order od Łukaszenki za podpalenie gliwickiej fabryki dronów i elementów uzbrojenia. Dziennikarze przeprowadzili prowokację i odkryli więcej ofert aktów dywersji.

Po ataku na zakład produkujący drony w Skarżysku-Kamiennej pojawiły się w kanałach komunikacyjnych kolejne oferty przeprowadzenia aktu dywersji.

Rosyjskojęzyczny portal Vot Tak w ramach prowokacji dziennikarskiej odpowiedział za ogłoszenie o pracę na jednym z kanałów w Telegramie skierowanych do żyjących w Polsce Białorusinów.

Pierwszą ofertą werbownika były podpalenia samochodów z ukraińskimi tablicami rejestracyjnymi. Za każdy pojazd miało zostać wypłacone 1000 dolarów. Dziennikarz nie zgodził się argumentując chęcią "pożegnania" się z Polską. Tłumaczył werbownikowi, że wyjeżdża z kraju z powodu wygaśnięcia dokumentów pobytowych i chciałby wykonać „salwę na pożegnanie”.

W odpowiedzi padła oferta znalezienia w Warszawie zakładu produkującego drony, które są wykorzystywane w wojnie na Ukrainie. Dziennikarz poprosił o łatwiejszy, znany już cel i zadeklarował chęć dokonania aktu dywersji. Wtedy padła propozycja podpalenie zakładów Flytronic w Gliwicach. Produkowane są tam drony FlyEye i amunicja krążąca Warmate dla polskiej armii i Sił Zbrojnych Ukrainy. Polska wykorzystuje drony do patrolowania granicy z Rosją i Białorusią. Ukraina naprowadza nimi ogień artylerii na wroga, a amunicją niszczy opancerzone cele.

Dane dostarczył "jednorazowy agent"

Werbownik przekazał, że gliwicka fabryka była już pod obserwacją ze strony tzw. jednorazowego agenta. Dostarczony materiał filmowy wskazywał na szczegóły, dzięki którym można było opracować plan ataku.

Początkowo werbownik przedstawiający się w komunikatorze jako Joker sugerował przecięcie ogrodzenia, wejście na teren Flytronic i podłożenie bomby domowej produkcji. Ostatecznie zgodził się na mniej pracochłonny sposób, czyli podpalenie z użyciem tzw. koktajli Mołotowa.

Dywersant miał otrzymać za wykonanie zadania 30 tys. dolarów i order od Aleksandra Łukaszenki. Warunkiem otrzymania zapłaty było nagranie przeprowadzenia aktu dywersji, na którym znalazłaby się kartka z napisem „Vendetta” i data.

Dziennikarze dowiedzieli się, że ta sama osoba w ostatnich miesiącach oferowała "proste prace" we Francji, Wielkiej Brytanii, Polsce, Litwie, Łotwie, Estonii, Słowacji, Rumunii i Bułgarii. "Oferty pracy" znajdowały się na ponad 120 grupach głównie skierowanych do rosyjskojęzycznych imigrantów. Z reguły pierwszym zleceniem było wykonanie 15 graffiti za 100 dolarów.

 

Źródło: niezalezna.pl, centrumeuropy.pl

AKTUALNE PETYCJE

NAJNOWSZE Polska