Jako przedstawiciel Berlina w Warszawie Arndt Freytag von Loringhoven ma zastąpić Rolfa Nikla, który swoją misję dyplomatyczną w naszym kraju pełnił przez sześć ostatnich lat.
Jak podaje TVP Info, jedną z rzeczy, które w kontekście nowego ambasadora mogą być analizowane, jest kwestia jego wywiadowczej przeszłości. Freytag von Loringhoven był do 2010 r. wicedyrektorem niemieckiej Federalnej Służby Wywiadowczej (BND). Następnie był w latach 2014-2016 ambasadorem Niemiec w Czechach, a od 2016 r. zastępcą sekretarza generalnego NATO ds. wywiadu i bezpieczeństwa.
Nie bez znaczenia wydaje się również przeszłość ojca dyplomaty.
Bernd Freytag von Loringhoven był w 1944 r. adiutantem generałów Heinza Guderiana i Hansa Krebsa i od 23 lipca 1944 do 29 kwietnia 1945 r. uczestniczył w codziennych analizach sytuacji na frontach przeprowadzanych w kwaterze głównej Hitlera. Był jedną z ostatnich osób, które widziały niemieckiego dyktatora. Dostał się do niewoli brytyjskiej, którą opuścił po dwóch latach nie zostając uznanym za zbrodniarza wojennego. Po 1956 r. służył w Bundeswehrze.
Sprawę skomentował w programie Tomasza Sakiewicza podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Marcin Przydacz.
Ambasador [Rolf] Nikel wyjechał w lipcu, mamy okres urlopowy. Wniosek o udzieleniu agrément jest ciągle rozpatrywany przez stronę polską. To całkowicie suwerenna decyzja państwa przyjmującego, jak długo taki wniosek jest rozpatrywany i czy będzie ostatecznie rozpatrzony pozytywnie czy negatywnie
- mówił. Jak podkreślił, wielokrotnie miały miejsce sytuacje, gdy dany kandydat był sprawdzany w długim procesie, była weryfikowana jego działalność.
Jest kandydat ze strony niemieckiej, który wymaga dodatkowych sprawdzeń, dodatkowej aktywności, także ze strony polskiej. Jestem przekonany, że w duchu współpracy z ważnym partnerem, jakim są Niemcy, dojdziemy tutaj do wspólnego stanowiska. Na pewno w naszym wspólnym interesie jest, by placówka niemiecka w Warszawie była obsadzona kierownikiem. To nasza, polska decyzja, w jakim czasie to się wydarzy. Nie ma żadnych procedur opóźniania, nie ma procedur przyspieszania
- wykazywał.
Nie doszukiwałbym się tutaj jakiejś wielkiej hecy. Bardziej ten fakt żyje mediach i to mnie bardziej martwi, że te media, o kapitale zagranicznym starają się podbić ten bębenek i stwierdzić, że coś złego się w tych sprawach dzieje. Niech zainteresują się, jak długo kandydaci innych państw ubiegają się agrément, czasem nawet kilkanaście tygodni. Jeśli dotyczy to ambasadora Niemiec, to media zagraniczne w Polsce, twierdza, że drugi dzień wszyscy powinni to podpisywać, bo przyjeżdża ambasador Niemiec. Chcemy, by ambasador niemiecki objął swoją placówkę. Mamy procedurę, którą musimy wprowadzić, proszę nie doszukiwać się w tym zakresie teorii spiskowych
- dodał.
Tymczasem Internauci żartobliwie komentują burze wokół ambasadora i w sieci zamieszczają takie filmiki: