Jak opisuje Wirtualna Polska w dzisiejszej publikacji - prokuratura prowadzi postępowanie dotyczące ujawnienia informacji o zabiegu syna Tomasza Lenza. Jednym z celów śledczych jest ustalenie, kto przekazał dziennikarzowi informacje na ten temat. Po tym, jak redakcja odmówiła ujawnienia swoich źródeł, śledczy mieli podjąć działania zmierzające do ustalenia osób kontaktujących się z reporterem.
Według ustaleń WP prokurator zażądał wydania telefonu od dyrektora szpitala w Aleksandrowie Kujawskim, Mariusza Trojanowskiego. Z relacji portalu wynika, że wcześniej analizowano bilingi, z których miało wynikać, że dyrektor kontaktował się z reporterem Michałem Janczurą. W postanowieniu dotyczącym wydania urządzenia znalazły się również dane dziennikarza.
Jak przekazała portalowi rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy Agnieszka Adamska-Okońska, zabezpieczony telefon „mógł być wykorzystany do przekazania informacji”. Prokuratura zapewniła jednocześnie, że nie sprawdzano bilingów samego dziennikarza. Ale - nie wyjaśniła, jakie dokładnie informacje były przedmiotem zainteresowania śledczych ani czy podobne czynności przeprowadzono wobec innych osób kontaktujących się z reporterem.
Tajemnica dziennikarska pod znakiem zapytania
Sprawa budzi szczególne kontrowersje ze względu na ochronę źródeł dziennikarskich. Prawo prasowe zobowiązuje dziennikarzy do zachowania w tajemnicy danych osób, które przekazują im informacje, a przepisy przewidują szczególne gwarancje dotyczące ingerencji organów ścigania w tę sferę.
Wirtualna Polska zwróciła się o ocenę sprawy do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Konrad Siemaszko, koordynator Programu Wolność Słowa HFPC, wskazał na szczególny charakter tej sytuacji.
Na pewno jest to działanie, które dotyka tajemnicy dziennikarskiej i które z tego powodu wiąże się ze szczególnymi gwarancjami
– ocenił ekspert, cytowany przez WP.
Jak podkreślił, znaczenie ma nie tylko bezpośrednie zabezpieczenie urządzeń należących do dziennikarza. Szczególna ochrona może mieć zastosowanie również wtedy, gdy organy ścigania sięgają po telefon innej osoby, wiedząc, że kontaktowała się ona z reporterem.
Najpierw publikacja o zabiegu, później poszukiwanie źródeł
Sprawa, którą opisała WP, dotyczy wydarzeń z 15 marca 2026 r. Według wcześniejszych ustaleń portalu Tomasz Lenz pojawił się w szpitalu powiatowym w Aleksandrowie Kujawskim z bliską osobą. Zamiast skierować się na izbę przyjęć, mieli wejść bezpośrednio na oddział chirurgii, gdzie przeprowadzono zabieg.
Początkowo redakcja nie uzyskała od szpitala potwierdzenia szczegółów, ponieważ placówka powoływała się na przepisy dotyczące ochrony danych osobowych. Później sam Lenz potwierdził, że zabieg dotyczył jego syna.
Wirtualna Polska wskazywała na wątpliwości dotyczące procedur oraz dokumentacji medycznej. Sprawą zainteresował się również Narodowy Fundusz Zdrowia. Jak informował portal w jednej z wcześniejszych publikacji, kontrola zakończyła się nałożeniem na szpital kary w wysokości 134 tys. zł. NFZ nie zgodził się następnie na jej umorzenie.
Redakcja protestuje. "Ochrona źródeł pozostaje priorytetem"
Wirtualna Polska stanowczo sprzeciwiła się opisanym działaniom prokuratury. Redakcja podkreśla, że nie ujawniła i nie zamierza ujawniać tożsamości swoich informatorów. W jej ocenie poszukiwanie źródeł zamiast koncentrowania się na wyjaśnianiu możliwych nieprawidłowości może zniechęcać ludzi do przekazywania dziennikarzom informacji o sprawach istotnych społecznie.
WP zwraca również uwagę, że w równoległym postępowaniu dotyczącym samego zabiegu prokuratura nie zwróciła się do redakcji, mimo że to dziennikarze złożyli zawiadomienie. Portal informuje także, że śledczy odmówili mu przekazania szczegółów dotyczących wykonanych czynności.
Rachoń: praktyki państw autorytarnych
Publikacja WP wywołała poruszenie w mediach społecznościowych. Odniósł się do niej również dyrektor programowy TV Republika, Michał Rachoń. Choć przypomniał, że redakcje "mają swoje rachunki krzywd", sprawa jest, jego zdaniem "absolutnym skandalem".
"To, co opisują dziennikarze w kwestii sposobu działania krypto-dyktatury Donalda Tuska, jest absolutnym skandalem. Prokuratura i policja próbują poznać źródła informacji dziennikarzy Wirtualnej Polski, którzy opisali skandaliczną sprawę senatora Lenza, który do szpitala przyprowadził lekarza i członka swojej rodziny po to, żeby przeprowadzić zabieg poza kolejnością. Dyrektor tej placówki przesłuchiwany w jednostce policji usłyszał, że ma wydać swój telefon, a jeśli tego nie zrobi, to zostanie przesłuchany, telefon zostanie mu odebrany. Wszystko po to, żeby poznać informatorów dziennikarzy"
– powiedział na nagraniu opublikowanym na portalu X.
I ocenił: "takie rzeczy to praktyki państw autorytarnych, dyktatury. Nie ma na to zgody. Do dymisji Kierwiński, do dymisji Boroń, do dymisji Żurek".
🚑@TomaszLenz z lekarzem w torbie wjechał do szpitala zrobić zabieg członkowi swojej rodziny poza kolejnością. Pamiętacie? 👮♂️No to winny ma być nie #Lenz tylko ktoś kto w tej sprawie bił na alarm. Kryptodyktatura próbuje poznać informatorów dziennikarzy, którzy to opisali. 🚨Próba identyfikowania, oskarżenia źródeł dziennikarzy to praktyki rodem z kryptodyktatury. @w_zurek @MKierwinski #Boroń do dymisji.
— michal.rachon (@michalrachon) October 28, 2026
Mec. Bartosz Lewandowski w swoim komentarzu zaznaczył, że "tajemnica dziennikarska należy do kluczowych tajemnic gwarantujących, że państwo jest w ogóle zaliczane do cywilizowanych państw demokratycznych. Podobnie jak tajemnica obrończa".
Gdyby jakąkolwiek inna władza grzebała w telefonie człowieka z uwagi na to, że z billingów wynika, że miał połączenie z dziennikarzem opisującym patologię władzy (tu senatora KO), to mielibyśmy już na głowie instytucje europejskie, międzynarodowe organizacje zrzeszające dziennikarzy oraz instytucje monitorujące standardy praw człowieka.
– wskazał prawnik.
Jak dodał - "u nas po 2023 roku można próbować przesłuchiwać obrońców jako świadków, kontrolować billingi sędziów TK, usiłować przesłuchiwać adwokatów bez zwolnienia przez sąd z tajemnicy".
Tajemnica dziennikarska należy do kluczowych tajemnic gwarantujących, że państwo jest w ogóle zaliczane do cywilizowanych państw demokratycznych. Podobnie jak tajemnica obrończa. Gdyby jakąkolwiek inna władza grzebała w telefonie człowieka z uwagi na to, że z billingów wynika, że miał połączenie z dziennikarzem opisującym patologię władzy (tu senatora @Obywatelska_KO), to mielibyśmy już na głowie instytucje europejskie, międzynarodowe organizacje zrzeszające dziennikarzy oraz instytucje monitorujące standardy praw człowieka. U nas po 2023 roku można próbować przesłuchiwać obrońców jako świadków, kontrolować billingi sędziów @TK_GOV_PL, usiłować przesłuchiwać adwokatów bez zwolnienia przez sąd z tajemnicy. A pan minister @w_zurek szczyci się awansem 🇵🇱 w rankingach państw praworządnych zaprzyjaźnionych organizacji…
— Bartosz Lewandowski (@BartoszLewand20) October 28, 2026
Marcelina Zawisza z partii Razem zwróciła się do obozu rządzącego.
Prokuratura bez uzyskania zgody sądu chce zdobyć informacje chronione tajemnicą dziennikarską! Skandal! Przecież gdyby takie rzeczy robiła prokuratura Ziobry to byłyby - słuszne - protesty partii, które dzisiaj tworzą koalicję rządząca! Czy dzisiaj zachowają się przyzwoicie?!
– napisała.
Polityk dodała: "no i pytanie czy prokurator generalny i minister sprawiedliwości w jednym wiedział o takich działaniach i czy były na polityczne zlecenie, bo sprawa dotyczy senatora Lenza z KO. Reakcja lub jej brak da nam odpowiedź na to pytanie".
Prokuratura bez uzyskania zgody sądu chce zdobyć informacje chronione tajemnicą dziennikarską! Skandal! Przecież gdyby takie rzeczy robiła prokuratura Ziobry to byłyby - słuszne - protesty partii, które dzisiaj tworzą koalicję rządząca! Czy dzisiaj zachowają się przyzwoicie?! No i pytanie czy pokurator generalny i minister sprawiedliwości w jednym wiedział o takich działaniach i czy były na polityczne zlecenie, bo sprawa dotyczy senatora Lenza z KO. Reakcja lub jej brak da nam odpowiedź na to pytanie.
— Marcelina Zawisza #PartiaRazem (@mmzawisza) October 28, 2026
Czytam te wszystkie apele organizacji dziennikarskich ws ochrony źródeł dziennikarskich i aż serce rośnie, że wszyscy potrafili się zjednoczyć w obliczu takich działań wymiaru sprawiedliwości. Żartuję.
— Piotr Pałka (@ppalka) October 28, 2026
Dziennikarze ujawniają patologie , przywileje władzy ( sprawa wykorzystania karetki) a prokuratura dobiera się do billingów w poszukiwaniu informatora. Zmierzamy w kierunku państwa policyjnego.
— Dagmara Pawełczyk-Woicka (@DPawelczykW) October 28, 2026
Największe wrażenie na mnie robi, że prokuratura w sprawie, w której zarzuty może usłyszeć znany polityk, działa poooowoooli. A w sprawie, która ma wyjaśnić, kto zaszkodził temu politykowi, sięga po niekonwencjonalne metody, byle szybko to ustalić. To pokazuje, o co tak naprawdę…
— Patryk Słowik (@PatrykSlowik) October 28, 2026