Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Zastraszanie badających przyczyny katastrofy smoleńskiej

Pracownicy zespołu parlamentarnego do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej Piotr Bączek i Bartłomiej Misiewicz od ponad miesiąca są zastraszani.

Autor:

Pracownicy zespołu parlamentarnego do zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej Piotr Bączek i Bartłomiej Misiewicz od ponad miesiąca są zastraszani. Środki po jakie sięgają sprawcy są coraz drastyczniejsze. Policja nie podejmuje większej aktywności w celu wykrycia sprawców. W biurze PO zjawia się mężczyzna, który grozi, że zabije posła Antoniego Macierewicza. Prokuratura uznaje, że nic się nie stało.

Sytuacja stała się poważna w lutym, gdy Bartłomiej Misiewicz, szefa biura zespołu parlamentarnego badającego przyczyny katastrofy smoleńskiej otrzymał niepokojący sms z nieznanego numeru. Początkowo bagatelizował to. Zmienił swoje nastawienie, gdy pięć dni później Piotr Bączek, szef zespołu doradców wracając z inauguracyjnego spotkania klubu „Gazety Polskiej” w Warce, zastał martwą wiewiórkę zatkniętą na furtce swego domu.
W tym samym dniu ktoś przeciął oponę w samochodzie Misiewicza. Od tego momentu codziennie pod jego domem zjawia się ciemne bmw najczęściej z czterema mężczyznami w środku.

Mężczyźni wychodzą z samochodu i przez dłuższy czas obserwują dom. Zaniepokojony tym Misiewicz 8 marca powiadomił policję. Ta jednak nie podjęła żadnych widocznych działań. Trzy dni później było jeszcze gorzej. Misiewicz, który w reakcji na szczekanie swojego psa otworzył drzwi domu, zobaczył intruza, który przedostał się na zamknięty teren jego posesji. Zaalarmowany pojawieniem się domownika napastnik, przeskoczył przez zamkniętą furtkę i uciekł do ciemnego bmw, które natychmiast odjechało.

Następnego dnia Misiewicz złożył na komendzie policji w Łomiankach zawiadomienie o naruszeniu miru domowego, zastraszanie i podejrzenie próby włamania. Następnego dnia bmw znów zjawiło się pod domem Misiewicza. Tym razem mężczyzna, który nim przyjechał, miał ze sobą aparat fotograficzny.

Kto jest bezpieczny w Łomiankach

Dopiero 15 marca policja przesłuchała Misiewicza. Dokonujący prób zastraszania Misiewicza robią to nadal, a komenda w Łomiankach twierdzi, że, dysponuje tylko jednym patrolem. Dodatkowo rzecznik Komendy Powiatowej Policji Warszawa Zachód, Grzegorz Sokołowski, stwierdził w mediach, iż z treści zawiadomienia nie wynika bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia poszkodowanego. Portal Niezależna.pl zapytał komisarza Sokołowskiego, na
jakiej podstawie tak twierdzi. – Mówię to, co wynika z treści zgłoszenia. Zostało przyjęte właśnie takie zawiadomienie. Mogę powiedzieć jedynie, że prowadzimy postępowanie, i dokonujemy kolejnych ustaleń – stwierdził. Nie chciał mówić o szczegółach. Powiedział tylko, że patrole policyjne odbierają na codziennej odprawie polecenie pojawiania się w rejonie posesji Misiewicza. – Dalsze kroki postępowania będzie podejmował prokurator – zakończył Sokołowski.

Zarówno Misiewicz jak i Piotr Bączek uważają, że dochodzi do prób zastraszenia ich jako osób pracujących w zespole parlamentarnym posła Macierewicza. – To dziwne i zaskakujące, że do takich zdarzeń mających charakter prób zastraszenia, doszło w przypadku osób powiązanych z PiS i zespołem badającym przyczyny katastrofy smoleńskiej – powiedział „Gazecie Polskiej” Piotr Bączek.

Co ciekawe, niezwykle szczegółowa relacja dotycząca prób zastraszania Piotra Bączka znalazła się w przedostatnim numerze„Faktów i Mitów”– pisma, które współtworzył Grzegorz Piotrowski, zabójca błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. We wstępniaku gazety redaktor naczelny relacjonuje krok po kroku, w detalach, działania podejmowane przez policję w sprawie zgłoszonej przez Bączka. Nawiązuje też do zbrodni w łódzkim biurze PiS.

Efekt miłości do Plaformy

19 stycznia br. w biurze białostockiej PO pojawił się człowiek, który stwierdził, że „kocha Platformę, nienawidzi Macierewicza, więc kupi broń i go zastrzeli”.Stało się to równo miesiąc po tym, jak w łódzkim biurze marszałka Niesiołowskiego (PO) pojawił się były członek tej partii – Ryszard C., który tego samego dnia dokonał zbrodni w biurze PiS. Prokuratura już po kilkunastu dniach stwierdziła, że sprawą gróźb wobec posła Macierewicza nie będzie się zajmować. Uznano, że grożący posłowi jest psychicznie chory. Sprawca gróźb przebywa na wolności i pozostał bezkarny.

Kolejne dni mijają, sprawcy gróźb mogą się czuć. W takiej sytuacji klub PiS przyjął uchwałę mówiącą o zastraszaniu pracowników Biura Zespołu Parlamentarnego ds. Katastrofy Smoleńskiej Bartłomieja Misiewicza Piotra Bączka. Dokument przekazany marszałkowi Sejmu Grzegorzowi Schetynie i szefowi MSWiA Jerzemu Millerowi wzywa do interwencji w sprawie Bączka i Misiewicza, którzy jak zaznaczono w piśmie, spotkali się z jednoznacznymi przejawami nękania i agresji.



Autor:

Źródło:

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej