Wyszukiwanie

Wpisz co najmniej 3 znaki i wciśnij lupę
Polska

Passent ściemnia. List autentyk, ale to była "krytyka władzy". Dobre

"Uważałem za swój obowiązek odciąć się, choćby listownie, od oficjalnej wersji w sprawie kolejnych aktów terroru władzy" - to tłumaczenie Daniela Passenta po ujawnieniu jego listu do Czesława

Autor:

"Uważałem za swój obowiązek odciąć się, choćby listownie, od oficjalnej wersji w sprawie kolejnych aktów terroru władzy" - to tłumaczenie Daniela Passenta po ujawnieniu jego listu do Czesława Kiszczaka. Przy okazji publicysta "Polityki" grozi palcem Instytutowi Pamięci Narodowej.

Dzisiaj IPN ujawnił drugi pakiet dokumentów zabezpieczonych w domu Czesława Kiszczaka. Wśród nich znalazł się list jaki otrzymał szef PRL-owskiej bezpieki w październiku 1984 r. Kilka dni po bestialskim zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki przez podległych Kiszczakowi esbeków.

"Szanowny Panie Generale! W tych trudnych dla kraju i Pana osobiście dniach ośmielam się napisać kilka słów, by dać dowód pamięci i poparcia dla linii, którą Pan realizuje" - pisał m.in. Daniel Passent do Kiszczaka.

CZYTAJ WIĘCEJ: Nowe akta IPN: służalcze listy Passenta i Celińskiego do Kiszczaka

Passent (znany również jako TW "Daniel) jest publicystą tygodnika "Polityka" (kierowanego przez dziennikarza, który w przeszłości używał pseudonimu "Bogusław"). Odniósł się do dzisiejszych rewelacji na swoim blogu passent.blog.polityka.pl Najpierw potwierdził autentyczność listu. Tłumaczył również dlaczego go wysłał. I tutaj niespodzianka. To był - według wersji Passenta - czyn niemalże bohaterski. On chciał pokazać, że nie godzi się działanie ówczesnej władzy.

"(..) w owym czasie był to wyjątek, żeby ktoś, kto pracował w prasie oficjalnej, obok słów poparcia dla władz, zdobył się na ich krytykę i to w sprawach tak drastycznych jak porwania i morderstwa popełnione przez funkcjonariuszy" - napisał.

Nooo, po tych słowach wzruszenie odbiera głos. A to nie koniec.
"List był świadectwem trwogi, że aparat bezpieczeństwa zrywa się z łańcucha, popełnia kolejne zbrodnie, mordercy w mundurach pozostają bezkarni, a przepaść pomiędzy społeczeństwem i władzą się pogłębia. Domagałem się nadzoru partyjnego i społecznego nad wojskiem i MSW" - czyżby Passent próbował nam wmówić, że beształ Kiszczaka. Wzruszenie zaczyna przeistaczać się w zdumienie.

"Uważałem za swój obowiązek odciąć się, choćby listownie, od oficjalnej wersji w sprawie kolejnych aktów terroru władzy" - puentuje publicysta "Polityka". Po zdumieniu nie ma śladu, jest uśmiech politowania.

Przy okazji Passent jakby groził szefostwu IPN. Bo tak chyba trzeba odebrać słowa: "Pozostaje jeszcze pytanie, czy IPN może publikować cokolwiek, co skonfiskuje w czasie rewizji, w tym także prywatne listy osób prywatnych i żyjących, nie mające nic wspólnego ze sprawą „Bolka”. Ponieważ przeszukania będą się raczej mnożyć niż należeć do rzadkości, ciekaw jestem, co na ten temat mówi prawo i dobre obyczaje".

Autor:

Źródło: niezalezna.pl,passent.blog.polityka.pl

Wesprzyj niezależne media

Ten materiał powstał dzięki wsparciu Czytelników. Pomóż nam pisać dalej