Tomasz Arabski powiedział też w wywiadzie, że „ci, którzy są teraz aktywni, mówią o spisku, przecież byli wtedy w Smoleńsku (...). I poszli w Smoleńsku na obiad, a potem wrócili do Polski”. Arabski nie przyjął zaproszenia do programu „Dziś wieczorem”. Maciej Łopiński, były szef gabinetu prezydenta Lecha Kaczyńskiego sugerował, że być może Arabski po prostu się wstydzi.
Łopiński odniósł się do tego, co na łamach "DGP” mówił Arabski i przekonywał, że prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu zależało na jednej polskiej wizycie w Katyniu.– Byłem zbulwersowany tym wywiadem. Rozumiem, że jest to linia obrony osoby, która spodziewa się zarzutów i oskarżenia, ale wszystko ma swoje granice. Oceniając to z boku, to ten materiał wygląda jak przygotowany przez piarowców – mówił Maciej Łopiński, były szef gabinetu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, odnosząc się w „Dziś wieczorem” TVP Info do wywiadu Tomasza Arabskiego dla „DGP”. – Zazdroszczę czystego sumienia panu Tomaszowi Arabskiemu. Ja bym na jego miejscu takiego nie miał – dodał Łopiński.
Minister stwierdził, że „pan Arabski w ogóle nie zabiegał o obecność prezydenta”. Przypomniał, że wcześniej „odmówił samolotu Lechowi Kaczyńskiemu”, który chciał lecieć na szczyt Unii Europejskiej do Brukseli.– Przykro mi to powiedzieć, ale to była gra rządu RP z rządem obcego państwa przeciwko swojemu prezydentowi. Próbowaliśmy wszystko tak poukładać, żeby można było pokazać w Katyniu jedność Polaków wobec tamtej tragedii. O ile pamiętam, decyzja o tym, że Donald Tusk poleci do Smoleńska 7 kwietnia, zapadła dużo później po tym, jak kancelaria prezydenta informowała, że wizyta odbędzie się 10 kwietnia – mówił Łopiński.
Maciej Łopiński podkreślił, że już pod koniec grudnia 2009 r. było wiadomo, że prezydent chce lecieć do Katynia 10 kwietnia 2010 r.– A jego przełożony premier Donald Tusk powiedział wówczas, że nie jest mu potrzebny prezydent na szczycie – powiedział minister Łopiński.
W wywiadzie dla „DGP” Arabski twierdzi:
Te słowa wzburzyły Macieja Łopińskiego.„Do końca nie wiedziałem nawet, czy prezydent będzie jechał do Katynia, czy nie. Jakieś dwa tygodnie po tym, kiedy już było jasne, że 7 kwietnia w Katyniu jest spotkanie premierów, a trzy dni później uroczystości organizowane przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, zadzwonił do mnie minister Stasiak i powiedział, że dobrze się wszystko ułożyło. I mam teraz to opowiadać na dowód, że nie było wojny?”.
Prezydencki minister twierdził, że ze strony kancelarii prezydenta nie było żadnych wojen i wielokrotnie padały deklaracje współpracy z rządem. Wskazał także, że w sprawie pilotów feralnego lotu, od początku pojawiały się różne nieprawdziwe informacje, które mogły być „celowo sączone odbiorcom”.– To jest brzydkie. Bardzo brzydkie, odwoływać się – niezgodnie z prawdą – do słów osoby, która nie żyje i nie może tego sprostować. Ale ja mogę: to nieprawda – mówił poruszony Łopiński. – Przed wejściem do studia rozmawiałem z panią Barbarą Stasiak, która była oburzona tym wywiadem. I podobnie jak ja uważa, że Tomasz Arabski skłamał mówiąc, że Władysław Stasiak uznał rozdzielenie tych wizyt za rzecz normalną, a może nawet korzystną – dodał.
Oburzenia z powodu słów byłego szefa Kancelarii Premiera nie kryje Małgorzata Wassermann, posłanka Prawa i Sprawiedliwości i córka Zbigniewa Wassermanna, polityka PiS, który 10 kwietnia zginął w katastrofie TU-154.
Zdaniem posłanki Prawa i Sprawiedliwości oskarżenia, jakie pod adresem polityków PiS kieruje były szef kancelarii premiera są niezasadne.- Nie jadłam w Smoleńsku obiadu. Pojechałam prosto do prosektorium. I chcę Tomaszowi Arabskiemu powiedzieć jedną rzecz: przez wiele godzin, jak tam byłam, nie widziałam go (Arabskiego - przyp. red.) w ogóle. W związku z tym niech przestanie wymagać od ówczesnej opozycji, żeby wypełniała jego obowiązki - mówi Wirtualnej Polsce Wassermann.
- Nikt z delegacji, która była w Katyniu nie był urzędnikiem i nie pełnił funkcji, którą on pełnił. Dlatego niech nie odwraca roli - mówi Wassermann. I dodaje: - Gdyby do katastrofy doszło teraz, to obecny rząd i urzędnicy, ponosiliby ewentualną odpowiedzialność. Wtedy funkcje te pełnili Donald Tusk, Tomasz Arabski i Ewa Kopacz - dodaje Wassermann. - Przypominam Arabskiemu, że nie jest oskarżony o spowodowanie śmierci osób, które zginęły w tej katastrofie, tylko o niedopełnienie obowiązków, jakie powinien wypełnić funkcjonariusz publiczny - odpowiada na słowa byłego ambasadora, posłanka PiS.