Spotkanie odbyło się przy pomniku Podziemia Niepodległościowego. – Czasem, kiedy podczas powstania bywało trochę spokojniej, wspólnie marzyliśmy. Wtedy, obiecaliśmy sobie, że kiedy skończy się wojna, zbudujemy sobie jeden wielki dom, w którym wszyscy zamieszamy. Nie wyobrażaliśmy sobie życia bez siebie – opowiadał nam kiedyś Halicz – wspomina Marciszak i dodaje: – To piękne słowa przywołaliśmy także wczoraj. Tacy byli ci nasi powstańcy… odważni, dzielni, męscy, a jednocześnie wrażliwi, normalni, kochający życie. Smutno, że tak niewielu doczekało naprawdę wolnej Polski. Dzisiaj, dziękujemy jednak Bogu, że mogliśmy poznać ich historię – podkreśla.
Marcin Marciszak wspomina też niechlubne zachowanie radnych PO-SLD. – Sprawa "Anody" ma dla naszego stowarzyszenia szczególne znaczenie. Dwa lata temu, chcieliśmy oddać mu hołd, nazywając jedną z ulic Głogowa jego nazwiskiem. Zebraliśmy odpowiednią ilość głosów poparcia mieszkańców Głogowa pod odpowiednią petycją. Wszelkie dokumenty złożyliśmy w urzędzie miasta. Czekaliśmy, ale podczas głosowania – ówcześni radni koalicji rządzącej PO-SLD – po raz kolejny – wrzucili bohatera do bezimiennej mogiły. Radni Platformy Obywatelskiej z uśmiechem na twarzy za ulicę Jana Rodowicza zaproponowali ulicę o nazwie Niemiecka. Ta sprawa dla nas nigdy nie została zamknięta. Zrobimy wszystko, aby Jan Rodowicz miał swoją ulicę w Głogowie. To dla nas priorytet… – podsumowuje.