Marcin Mamoń wraz z operatorem Tomaszem Głowackim zostali porwani w Syrii w połowie listopada, zniknęli bez śladu po przekroczeniu granicy z Turcją. Chcieli zrealizować zdjęcia do niezależnego filmu o samozwańczym Państwie Islamskim. Informacja o porwaniu nie została upubliczniona ze względu na ich bezpieczeństwo. Nieznane też są okoliczności uwolnienia. Według mediów, doszło do tego 24 grudnia. W niedziele obaj wrócili do kraju. "Będąc zamknięty w przeróżnych więzieniach czy dziuplach, jedynym źródłem informacji byli dla mnie ludzie z Al-Kaidy syryjskiej, którzy podawali nam informacje przeróżne i za każdym razem nie mogliśmy im wierzyć. Dopiero teraz, kiedy się okazuje, jak wiele osób na całym świecie było zaangażowanych w to, żebyśmy wyszli na wolność, rekonstruuję tę historię, która się wydarzyła"- wspomina Mamoń.
Gdy on i operator byli przetrzymywali, czas nie był dla nich łatwy. - Były sytuacje, w których dowiadywaliśmy się, o czymś, co mogło powodować w nas pewne nadzieje, że wyjdziemy, że los się odmieni, ale później były długie dni, a czasem tygodnie, kiedy nic się nie działo i wtedy myśleliśmy o tym, że możemy tam być bardzo długo - mówi i dodaje, że kluczowe w sprawie jego uwolnienia okazały się ślady, które zostawił żonie jeszcze przed wyjazdem do Syrii, te ślady to przede wszystkim "najważniejsze kontakty". - To była pewna lista osób, które mogą być z jednej strony odpowiedzialne za to, co się stało, a z drugiej strony mogą pomóc w tym, żeby mnie odnaleźć - mówił.
Mamoń chwalił również działanie polskich służb. - Po raz pierwszy wiem, że przede wszystkim sprawdziły się też polskie służby. To jest dla mnie naprawdę bardzo optymistyczne, że nagle polskie służby - w które ja nigdy nie wierzyłem do końca - one zadziałały w sposób mega profesjonalny - dodał. Dziennikarz zdradził również, że wie, że w pewnym momencie mógł się wycofać. - Błąd popełniłem wtedy, gdy się okazało, że plan, który był układany przeze mnie i przez ludzi, z którymi współpracowałem się zmienił i ja nie zareagowałem na to, a tak naprawdę, kiedy plany się nagle zmieniają, należy się wycofać - dodaje i podsumowuje: - Największym problemem w tym wszystkim jest to - zwłaszcza w Syrii, na Bliskim Wschodzie - że nie można ufać nikomu.