Z oficjalnego biogramu Janusza Sanockiego na sejmowej stronie internetowej wynika, że nie ma parlamentarnego stażu, jest posłem niezależnym, a w ostatnich wyborach zdobył (w okręgu opolskim) ponad 15 tysięcy głosów.
Poseł Sanocki dotychczas wystąpił sześć razy, ale najbardziej zapamiętane zostało to, gdy zaproponował z sejmowej mównicy, aby skrócić piątkowe obrady do godziny 12.00. Pisaliśmy o tym w połowie listopada
CZYTAJ WIĘCEJ: Poseł leń? W piątki chce pracować krócej
Kilka dni później tabloidy opublikowały zdjęcie Sanockiego, który podczas obrad... spał. Naprawdę głośno o nowym pośle zrobiło się jednak po ujawnieniu przez Telewizję Opolski wymiany zdań pomiędzy politykiem a strażnikiem miejskim.
"Do zdarzenia doszło w piątek, 4 grudnia około południa pod szpitalem w Nysie. Poseł Janusz Sanocki zaparkował samochód w niedozwolonym miejscu, na środku chodnika zasłaniając karetkom wyjazd z oddziału ratunkowego. Po interwencji jednego z obywateli, strażnicy miejscy założyli mu więc – zgodnie z przepisami – blokadę na koło. Rozwścieczony poseł postanowił złożyć zażalenie nie przebierając w słowach!" - czytamy na fakt24.pl
Jako pierwsza o skandaliczny zachowaniu pisała "Nowa Trybuna Opolska" i cytowała posła: "Co to k...?! Natychmiast przyjeżdżajcie ściągnąć tę blokadę!". Później - według NTO - poseł "poradził przy okazji strażnikom, żeby po natychmiastowym demontażu blokadę wsadzili sobie w d..." .
Skandaliczną sytuację w rozmowie z "Faktem" potwierdził komendant Straży Miejskiej w Nysie Grzegorz Smoleń. Przyznał, że zadzwonił do niego kierowca auta, na którego koła założono blokadę.
- Był to poseł Janusz Sanocki. Zażądał zdjęcia blokady. Do mnie powiedział: Twoje matoły założyły blokadę... – mówi "Faktowi" komendant. - Trudno mi oceniać zachowanie pana posła, bo nie wiem jakie standardy panują w Sejmie. Według moich standardów zachował się niegrzecznie - dodał.