Roczne wynagrodzenia prezesów wrocławskich miejskich spółek sięgają łącznie prawie 3 mln zł, a długi firm, którymi kierują, wielokrotnie więcej. Samo Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji ma długi bliskie miliarda złotych, a MPK ze zobowiązaniami na ponad pół miliarda – wylicza „Gazecie Polskiej Codziennie” radny PiS‑u Krystian Mieszkała, członek komisji rewizyjnej, która od zeszłego tygodnia sprawdza umowy wsparcia oraz zamówienia publiczne.
Szczególne zainteresowanie radnych wzbudziły m.in. tzw. umowy wsparcia zawierane przez magistrat z bankami. Radni są przekonani, że zostały one wymyślone po to, by obejść ustawowy limit zadłużenia. – Umowy kredytowe tego typu nie są ani poręczeniem, ani gwarancją. Spółki miejskie nie generują zysków, są traktowane jak prywatne przedsiębiorstwa. Ich długi wynoszą 3 mld zł i nie zalicza się ich do oficjalnego długu miasta, mimo że cały czas są to pieniądze publiczne – wyjaśnia Mieszkała.
– Uważam, że należy dokładnie przeanalizować te umowy oraz ustalić, czy i w jaki sposób obciążają mieszkańców Wrocławia – podkreśla. To niejedyny sposób na obejście limitu zadłużenia. – Samorządy na przestrzeni ostatnich lat prześcigają się w wymyślaniu różnych instrumentów finansowych, których celem jest pozyskanie środków przy jednoczesnym unikaniu zaliczenia takiej operacji do oficjalnego długu, takie działania nakręcają spiralę zadłużenia, a także chronią tych, którzy mogliby wykorzystać taką sytuację – wylicza Mieszkała. Wskazuje na wielokrotnie opisywane wypadki nadużyć w postaci ustalania wygórowanych wynagrodzeń dla prezesów spółek, których, według prawa, radni nie mogą kontrolować.
Według wyliczeń radnego Mieszkały już teraz każdy wrocławianin jest oficjalnie zadłużony na ok. 4 tys. zł, ale kolejne 4 tys. zł to dług nieoficjalny. W sumie więc na jednego mieszkańca miasta może przypadać ok. 8 tys. zł długu.