Skandal związany jest z obwodową komisją wyborczą nr 3 w Płocku, która działała na terenie jednej z "podstawówek". I właśnie pracownice tej szkoły, w poniedziałek rano, znalazły kilkadziesiąt kart. Miały być wypełnione, a jak pisał lokalny dodatek "Gazety Wyborczej": wszystkie głosy zostały oddane na jedną partię, ale nazwy nie wymieniono. Później przedstawiciel Krajowego Biura Wyborczego dementował, że chodzi o głosy na różne ugrupowania.
Reporter portalu niezalezna.pl rozmawiał dzisiaj rano z asp. sztab. Krzysztofem Piaskiem, rzecznikiem Komendy Miejskiej Policji w Płocku. Potwierdził jedynie, że takie zdarzenie rzeczywiście miało miejsce, ale o szczegółach nie chciał mówić.
- Powiadomiliśmy prokuraturę, obecnie prowadzone są czynności - tłumaczył. Przyznał, że konieczne będą przesłuchania członków komisji wyborczej, ale i tym razem odmówił udzielenia dokładniejszych informacji.
Na razie nie wiadomo, czy zgadza się liczba kart oddanych w depozyt z wydanymi wyborcom, czy może doszło do jeszcze większego nadużycia.
Pozornie może szokować, że karty wyborcze, które powinny być w urnie, ktoś wyrzucił. Przypominamy jednak skandaliczną sytuację z Warszawy. Tam przez wiele godzin urna nie była w ogóle zabezpieczona.
CZYTAJ WIĘCEJ Skandal w Warszawie – niezabezpieczona urna wyborcza. POSŁUCHAJ NAGRANIA