Cały „happening” miał być, zdaję się, prowokacją, ale efekt okazał się dość komiczny. Dwóch młodych mężczyzn trzymało prześcieradło z napisem, a trzeci biegał wokół z telefonem i nagrywał wszystkich, którzy wskazywali na niestosowność ich zachowania. Nagrywający młodzieniec odgrażał się też jednemu ze zwracających uwagę, że ma wszystko zarejestrowane i zaraz pokaże to policji. Osoby, które krytykowały zachowanie trójki „happenerów”, były przez nich odsyłane do kościoła i nazywane moherami.
Choć mocno się starali, to prowokacja jednak się nie udała. Poza w większości pobłażliwymi komentarzami i śmiechem nie wzbudzili większego zainteresowania. Pytano się ich, dlaczego nie przyszli wcześniej, kiedy na Krakowskim Przedmieściu były tysiące ludzi. Dopytywano się też, czy w haśle „Jarek, daj pan spokój” nie chodzi czasami o Jarosława Kuźniara. I to wszystko…
Być może nieudolni prowokatorzy zatęsknili za czasami, kiedy w miesięcznice smoleńskie w pobliżu Pałacu Prezydenckiego rozstawiał się namiot zwolenników Palikota z Dominikiem Tarasem na czele? To się już, na szczęście, nie powtórzy. O Tarasie pamięta niewielu, a jego patron błąka się gdzieś po marginesie polityki.
W marcu tego roku klub poselski Twój Ruch został rozwiązany. W sondażach poparcia partia dostaje coś w okolicach jednego procenta, a sam Janusz Palikot, jako kandydat na prezydenta, też dużo lepiej nie wypada. Z kolei o wielkiej nadziei Palikota, czyli wspomnianym już Dominiku Tarasie, ostatni raz głośno było pod koniec ubiegłego roku. Przez media przemknęła wtedy informacja, że niegdysiejszy lider zadym na Krakowskim Przedmieściu ośmieszających obrońców krzyża siedzi w radomskim zakładzie karnym za niezapłacenie grzywny.

fot. livestream.com/print screen