Andriejew wygłosi swój wykład dotyczący rosyjskiej polityki zagranicznej 31 marca. Na stronie Uniwersytetu Jagiellońskiego napisano, że wizyta ambasadora Federacji Rosyjskiej organizowana jest w ramach trzeciej edycji cyklu Jagiellońskie Spotkania Dyplomatyczne (Jagiellonian Diplomatic Encounters), zainicjowanego przez Wydział Studiów Międzynarodowych i Politycznych UJ.

fot. uj.edu.pl/print screen
Czego można spodziewać się po wykładzie Andriejewa, który składa kwiaty pod pomnikiem sowieckiego generała Iwana Czerniachowskiego – kata Armii Krajowej – w Pieniężnie? Zapewne usprawiedliwiania działań wojennych, które Rosja prowadzi na Ukrainie.
To właściwie pewne, jeśli weźmie się pod uwagę wcześniejsze wypowiedzi rosyjskiego ambasadora, w których wybielał działania Kremla wobec Ukrainy. – Co dotyczy działań Rosji, jej polityki, to ja nie bardzo rozumiem, jak można na poważne mówić o zagrożeniu wojną na przykład ze strony naszego kraju. (...) To, co zdarzyło się na Ukrainie i wokół niej, to tragiczne wydarzenia. Niestety, są one efektem krótkowzrocznej i nieodpowiedzialnej – rzekłbym – polityki prowadzonej przez określone siły na Ukrainie, a także w innych państwach – mówił w rozmowie z RMF FM.
W tym samym wywiadzie tłumaczył, że Krym jest częścią Rosji. – Mieszkańcy półwyspu zrealizowali swoje prawo do samookreślenia. Właściwie każdy, kto zna historię Krymu, każdy, kto zna realną sytuację tam panującą, nie będzie stawiać w wątpliwość tego, że absolutna większość mieszkańców Krymu zawsze uważała się za Rosjan, za ludzi należących do Rosji. Ich wybór dotyczący powrotu w skład Federacji po tym, co wydarzyło się w Kijowie, po przewrocie państwowym, po naruszeniu fundamentalnych norm, na których zbudowano ukraińskie państwo, stał się całkowicie logiczny – opowiadał
Władzom najstarszej w Polsce uczelni zdaję się to jednak nie przeszkadzać. Co ciekawe, wizytę Andriejewa na UJ skrytykował nawet Adam Szostkiewicz z „Polityki”. „Moja alma mater zaprasza ambasadora Rosji do wygłoszenia wykładu. Przepraszam, ale nie w moim imieniu. Póki trwa agresja Rosji przeciw niepodległej Ukrainie, a Krym jest okupowany, uniwersytety w Europie nie powinny być trybuną propagandy kremlowskiej” – napisał publicysta.