- Nie widzimy możliwości funkcjonowania gminy bez KWK Brzeszcze. W kopalni pracuje ponad 2 tysiące osób, z czego około 1,2 tys. to są mieszkańcy gminy, dlatego pozostawienie tych miejsc pracy ma kluczowe znaczenie dla lokalnej społeczności - powiedział przewodniczący rady miasta Ryszard Foks.
Przed bramą kopalni była też burmistrz Brzeszcz, Cecylia Ślusarczyk. - To decyzja dramatyczna dla gminy, dla społeczeństwa, dla osób pracujących na kopalni (…). Jednoznacznie sprzeciwiam się planom, jestem razem z załogą, która w tej chwili strajkuje w obronie swoich miejsc pracy - powiedziała. - Oceniam jako arogancję władzy przedstawienie planu naprawczego w ten sposób: nie ma szczegółowych zasad, informacji, jak to ma przebiegać, tym bardziej, że program naprawczy był przedstawiany w Ministerstwie Gospodarki i był tam dobrze oceniany - dodała.
Według przygotowanego planu restrukturyzacji kopalni, który w życie wprowadzany jest od 1,5 roku, zakład miał osiągnąć rentowność w przyszłym roku. Ślusarczyk opowiada się za włączeniem kopalni do jednego z koncernów energetycznych. - Jeśliby kopalnia została przekazana, to nie byłoby problemu z jej funkcjonowaniem i rentownością. W ten sposób funkcjonuje pobliska kopalnia Janina w Libiążu. Ma ona dużo gorsze warunki techniczne, eksploatacyjne i jakość węgla od tego, co jest w Brzeszczach - stwierdziła.