- Obecna sytuacja jest objawem bałaganu koncepcyjnego organizacji ochrony zdrowia. Ekipa, która rządzi od dwóch kadencji nie rozumie systemu ubezpieczeniowego, który funkcjonuje w Polsce. Podejmuje różne działania administracyjne, bo wydaje jej się, że można rządzić wszystkim na zasadzie rozkazów. Lekarzom rodzinnym swego czasu przyznano pieniądze, niestety Platforma zrobiła to propagandowo bo było więcej pieniędzy w systemie, więc je rozdano. Teraz próbują się z tego wycofać i mają problemy – mówi Sośnierz.
- To samo jest z Pakietem Onkologicznym, gdzie stworzyli niesamowity bałagan. Do tej pory nie wiadomo jak pakiet ma być finansowany – podsumowuje.
Były szef NFZ ocenia ruchy ministerstwa bardzo krytycznie: - Pacjenci z tego niewiele rozumieją, ale widzę wielki bałagan koncepcyjny, nie panowanie ministerstwa nad sytuacją, chaotyczne ruchy. Kardynalnym błędem jest próba reformy bez pieniędzy, a każda taka zmiana kosztuje. Chcą więc zrobić zmianę mieszając ciągle w tym samym kotle opieki zdrowotnej. Utarczki z lekarzami rodzinnymi są jednym z objawów tego zjawiska. To jest cwaniactwo połączone z bałaganem, który nie przyniesie efektu – mówi Sośnierz.
Dlaczego lekarze rodzinni protestują? - Bo są zorganizowani, w przeciwieństwie do innych bardziej podzielonych grup w służbie zdrowia. Oni stanowią organizacyjną siłę, która powstała jeszcze za rządów Leszka Millera. Dlaczego nie wyciągnięto wniosków z poprzednich lat? Lekarze mogą zaprotestować na przełomie roku, dlatego że tylko wtedy mogą podpisać umowy. Pytanie, czy można powierzyć prowadzenie ministerstwa zdrowia człowiekowi, który w swoim życiu kierował może kilkoma lekarzami, a ma kierować służbą zdrowia w całym państwie? On może uczy się, ale nie potrafił kierować większymi zespołami ludzi. Dziś jest tak w wielu ministerstwach – podsumowuje Sośnierz.
- Przypomnę, że Platforma Obywatelska podpisała porozumienie z Porozumieniem Zielonogórskim, że popiera ono PO przed wyborami 7 lat temu kiedy PiS straciło władzę. Wiceprzewodniczący Porozumienia Zielonogórskiego - Twardowski, został nawet wiceministrem zdrowia. Sami sobie więc zgotowali taki los, gdzie przez pierwsze parę lat to Porozumienie nie ważyło się powiedzieć nic złego na rząd, bo zostało "odpowiednio przekonane". To się zemściło, więc teraz ruszyli do ataku, gdy PO chce im odebrać zawyżoną wcześniej stawkę – twierdzi Sośnierz.
Jaka jest nadzieja na rozwiązanie tego problemu? - Mamy do czynienia z prawdziwym konfliktem. Może rząd zrozumie, że trzeba w końcu działać fachowo, a nie partacko? Będzie próba sił gdzie władza będzie próbowała złamać ten protest. Podpisze się w końcu jakieś porozumienie, ale zobaczymy, kto to wygra – podsumowuje Sośnierz.